piątek, 29 listopada 2013

Kalafiorowe curry

Za szybko....zdecydowanie za szybko leci czas, juz pojutrze zaczynamy adwent, przepiekny okres oczekiwania i przygotowan do Swiat Bozego Narodzenia. Ale chcialabym jeszcze ze dwa tygodnie miec, zeby sie przygotowac w spokoju do tego okresu przygotowan ;) Doba zdecydowanie za krotka jest, tez tak macie????

Mysle, ze nie bedzie u mnie zbyt wielu potraw swiatecznych, bo po kilku latach jade z corka znow do Polski, zeby spedzic swieta z Mama, siostra i jej Chlopakami :) Ciesze sie, nawet bardzo....
Postaram sie zaprezentowac jakies slodkosci swiateczne, ktorych oczywiscie nie brak w adwentowym okresie tradacyjnego pieczenia ciasteczek w Niemczech :)

Ale dzis jeszcze polece Wam ostatnio czesto goszczace na naszym stole przepyszne curry kalafiorowe, ktore wypatrzylam u  Asi z Kwestii Smaku :)
Curry jest po prostu boskie i jak nie przepadam szczerze mowiac za kalafiorem, tak te potrawe jem z rozkosza .



Skladniki na 4 porcje:



  • 400 g piersi z kurczaka
  • sos sojowy
  • jeden nieduzy kalafior
  • 2-4 zabki czosnku
  • puszka mleka kokosowego
  • 1 straczek chili (mozna zastapic sproszkowanym- 1/3- 1/2 lyzeczki- w zaleznosci do upodoban)
  • 20-25 g swiezego imbiru
  • 1 lyzka curry (moze byc tajlandzkie ostre lub lagodniejsze indyjskie)
  • sol, pieprz
  • swieze listki bazylii (najlepiej jakby byla tajlandzka bazylia- ma ciut inny smak od normalnej)
  • olej do smazenia (pol na pol rzepakowy z arachidowym)

Piersi z kurczaka umyc, osuszyc, pokroic w duza kostke, zamarynowac w 2-3 zabkach czosku przecisnietego przez praske i sosie sojowym i swiezo mielonym pieprzu.Marynowac kilka godzin najlepiej.
W czasie, gdy mieso sie bedzie marynowac przygotowac nalezy kalafiora. 
Nalezy go umyc i podziekic na male rozyczki.
Na patelni rozgrzac olej, wrzucic zamarynowane mieso, obsmazyc ostro chwile tak zeby z kazdej strony sie zrumienilo, wyjac na talerz, wlac do patelni mleko kokosowe, wrzucic rozyczki kalafiora, starty imbir, curry, posiekane chili**, doprawic sola i pieprzem i gotowac prawie do miekkosci, pod koniec gotowania dodac wczesniej usmazone mieso, chwile razem jeszcze poddusic, raz jeszcze ewentualnie doprawic i podawac z osobno ugotowanym ryzem (basmati lub jasminowy) i listkami bazylii.

** chili na poczatku mozna ostrozniej dozowac ze wzgledu na curry, pod koniec mozna ponownie ewentualnie dorzucic.




wtorek, 12 listopada 2013

Mini tarty z karmelizowana cebula, gruszka, serem

Te smakowite i atrakcyjnie-mysle wygladajace mini-tarty robilam juz jakis czas temu, w tym tygodniu bede je ponownie robic na pewne spotkanie i moge je wlasnie polecic na kolacyjke z przyjaciolmi czy rodzina :)


Czesto mam w zapasie rolke ciasta francuskiego w lodowce, bo jest bardzo praktyczne i blyskawicznie mozna za jego pomoca wyczarowac przystawke, danie glowne lub deser...





Skladniki na 4 osoby:


  • 200 g francuskiego ciasta
  • 2-3 czerwone cebule
  • 2-3 lyzki oleju
  • 1 lyzeczka cukru
  • 2 dosc twarde gruszki
  • 1 lyzka masla
  • 1 lyzka soku z cytryny
  • garsc wloskich orzechow
  • 80 g sera Gorgonzola
  • 1 lyzeczka posiekanego swiezego rozmarynu
  • sol, pieprz
Ciasto francuskie wyjac z lodowki na 20 minut przed planowanym pieczeniem, pokroic na kwadraty lub tez wyciac kolka jesli chcemy miec mini tarty okragle, poukladac na blasze wylozonej paierem do pieczenia.

Cebule obrac, pokroic w polkrazki, smazyc na oleju ok. 10 minut, pod koniec dodac cukier i przyprawic sola i pieprzem.
Porozkladac lyzka na przygotowanych kawalkach ciasta zostawiajac dookola ok. 1 cm grubosci wolny brzeg.
Piec w uprzednio nagrzanym do 190° piekarniku ok. 15 minut az sie zezloci ciasto.

W miedzyczasie przygotowac gruszki. W tym celu nalezy je umyc, osuszyc, podzielic na cwiartki, usunac gniazdka nasienne i pokroic je 1-2 razy wzdluz, podsmazyc na zloto na masle, zdjac z palnika, pokropic sokiem z cytryny.

Poukladac kawalki gruszek na podpieczonych tartach, posypac posiekanym rozmarynem, kawaleczkami sera i posiekanymi orzechami i wlozyc je jeszcze na 5 minut do piekarnika (nie musi juz byc wlaczony, wystarczy reszta ciepla), zeby sie ser zaczal lekko rozpuszczac.
Podawac je zaraz po wyjeciu z pieca, choc na zimno smakuja rowniez swietnie.


Smacznego!

Zrodlo: Czasopismo "Mit Liebe"

Propozycje te dolaczam do Orzechowego Tygodnia, ktory prowadzi Atina :)


poniedziałek, 4 listopada 2013

Chleb na zakwasie z karmelizowanym porem i pestkami

Kiedy wpadlo mi w oko zaproszenie Amber do wspolnego pazdziernikowego pieczenia chetnie do niego dolaczylam.
Jej wybor padla na chleb z karmelizowanym porem i pestkami dyni i slonecznika, ktory znalazla u Moniki na blogu (klik)


U mnie powstala od poczatku podstawowa trudnosc, a raczej innosc tego wypieku, bo jako, ze nie dysponuje pszennym zakwasem, tylko zytnim, wiec na takim powstal moj chleb i w zwiazku z tym zakwasem zmienilam rodzaje maki dodanych do pieczywa, czego efektem jest, ze chleb jest dosc ciezki i zdecydowanie kwaskowy, ale na pewno nie mniej smaczny niz jego orginalny, bardziej pulchny i lzejszy odpowiednik.

Przepis podaje juz ze swoimi zmianami.




Skladniki na 2 okragle bochenki:

na 12 godzin wczesniej przygotowac zaczyn:

  • 2 lyzki zakwasu  (u mnie zytniego)
  • 1,5 szklanki maki (u mnie orkiszowej)
  • 3/4 szklanki wody
Do zakwasu nalezy wlac wode, rozmieszac je razem i dodac make i dokladnie wymieszac, zeby powstala jednolita pasta. Owinac naczynie spozywcza folia i odstawic w cieple miejsce na minimum 8 godzin.

Ciasto wlasciwe:
  • caly zaczyn (minus 2 lyzki)
  • 2 szklanki wody
  • 400 g maki pszennej razowej
  • 400 g maki zwyklej orkiszowej
  • 400 g maki zytniej sitkowej
  • 1,5 lyzki soli
  • 2 duze pory
  • 2-3 lyzki oliwy
  • 2 lyzki miodu
  • 2 lyzki octu balsamicznego
  • 200 g pestek slonecznika
  • 100 g pestek dyni
  • 2 lyzki masla
Do miski wlac wode, dodac zaczyn zostawiajac 2 lyzki jako zaczatek nowego chleba.
Zaczyn wymieszac z woda, wsypac make, lekko reka wymieszac, ale nie wyrabiac. Przykryc sciereczka i odstawic na 30 minut.

W tym czasie przygotowac dodatki.
Por umyc i pokroic w cienkie plasterki, wrzucic na rozgrzana oliwe i smazyc do momentu az zmieknie. Dodac miod i ocet balsamiczny, wymieszac i kiedy plyny odparuja,a por pokryje sie ciemna glazurka, sciagnac z ognia i wystudzic.
Na tej samej patelni podgrzac maslo, wsypac pestki i usmazyc je na zloto, nastepnie wystudzic i polaczyc z porem.

Do ciasta dodac sol i przygotowane wczesniej wystudzone dodatki, wyrobic ciasto na poczatku mikserem, nastepnie wyjac je na opruszony maka blat i wyrabiac do momentu, gdy bedzie elastyczne i bedzie ladnie odchodzilo od blatu.
Wyrobione ciasto umiescic w naoliwionej misce i odstawic do fermentacji na 2 godziny w cieple miejsce, w miedzyczasie nalezy je dwukrotnie w odstepach 45 minutowych wyjac na lekko podsypany maka blat, rozciagnac je, zlozyc na trzy, nastepnie jeszcze raz na trzy.
Przefermentowane ciasto podzielic na dwie lub trzy czesci, uformowac z nich kule i pozostawic na 20 minut.
Po tym czasie uformowac je w okragle lub podluzne bochenki, umiescic je w wysypanych maka koszykach do wyrastania i pozostawic do wyrosniecia na kilka godzin w tepmeraturze pokojowej (moje zytnie wyrastaly sobie przez cala noc na kuchennym blacie z dala od kaloryferow).

Wyrosniete chleby "wyrzucic" na blache, naciac i piec w naparowanym piekarniku nagrzanym do 230° przez ok. 25 minut, nastepnie zmniejszyc temperature do 200° i piec nastepne 15-20 minut. 
Wyjac i studzic na kratce, dopiero po wystudzeniu  kroic.



Smacznego!

czwartek, 31 października 2013

Tarta z dyniowym kremem i jablkami

No i na zakonczenie Dyniowego Festiwalu u Bei bedzie znow na slodko :)



Na pewno nie jest to moje ostatnie zdanie w temacie dyni, bo lubie je i bardzo czesto jadamy, tak, ze zapraszam na kolejne propozycje przez cala jesien i zime :).

Jak wspominalam w ostatnim poscie- dynie uzywam przewaznie do wytrawnych dan, ale czasem i cos slodkiego skusi ze stron czasopism czy ksiazek, tak, jak ostatnio, gdy przyrzadzalam Germknödel (klik) , czy odwracane ciasto dyniowe z zurawina- notabene pyszne jest (klik) i (klik) lub proste dyniowe racuszki (klik)

Tym razem wpadla mi w oko tarta z dyniowym kremem i kwaskowymi jablkami






Skladniki na forme o sr. 26 cm (ja robilam ja w swojej nowej prostokatnej, ale zostalo mi kremu, wiec polecam te okragla lub troche zmniejszyc proporcje do takiej prostokatnej)

  • 125 g masla o temp. pokojowej
  • 100 g cukru pudru
  • szczypta soli
  • 1 jajko
  • 250 g maki pszennej
  • suchy groch lub fasola uzyta do podpieczenia ciasta
skladniki ciasta zagniesc, uformowac kule, ktora nalezy owinac folia spozywcza i wlozyc na 2 godziny do lodowki.

W tym czasie przygotowac dyniowy krem.
  • 350 g dyni Hokkaido (umyta i wypestkowana)
  • 30 g swiezego imbiru
  • 3 lyzki miodu
  • 200 ml slodkiej smietanki
  • szczypta soli
  • szczypta galki muszkatolowej
  • szczypta cynamonu
  • 3 lyzki soku z cytryny
  • 2 jajka
  • 2 lyzki maki pszennej
Imbir obrac, pokroic na kawalki, podgrzac razem z miodem w garnuszku, dodac nastepnie pokrojona ma male kawalki dynie i wlac smietanke, gotowac na malym ogniu ok. 15 minut az dynia miekka bedzie, dokladnie zmiksowac blenderem, doprawic cytryna, cynamonem, galka i sola, ostudzic.
Do zimnego kremu dodac make i cale jajka, dobrze wymieszac rozga lub mikserem, zeby nie bylo grudek.

Ponadto potrzebujemy:
  • 3-4 kwasne jablka
  • 3-5 lyzek soku z cytryny
  • 3 lyzki konfitury morelowej
  • 2-3 lyzki platkow orzechowych lub migdalowych
Jablka obrac, wykroic gniazda nasienne, pokroic na czastki lub plastry, zalac sokiem cytrynowym, zeby nie ciemnialy i odstawic.

Ciasto wyjac z lodowki, rozwalkowac i wylozyc nim natluszczona forme, przykryc papierem do pieczenia i wysypac na to groch lub fasole i podpiec ok. 20 minut w temp. 180°, nastepnie wyjac, lekko ostudzic, usunac fasole czy groch i na to wylac dyniowy krem.
Poukladac czastki jablek lekko je wciskajac w krem. Posypac platkami orzechow lub migdalow i piec 50 minut w temperaturze 170- 180°.
Wyjac ciasto, rozgrzac w malym garnuszku konfiture z odrobina wody, przetrzec ja przez sitko i od razu posmarowac cala powierzchnie ciasta, wystudzic.
Mozna podawac opruszone cukrem pudrem lub z dodatkiem bitej smietany.




Zrodlo: Essen und Trinken 

poniedziałek, 28 października 2013

Pampuchy (Germknödel) dyniowe z owocami

W sumie niewiele dyni przerabiam deserowo, raczej pozostaje w wytrawnym przedziale, ale ostatnio natknelam sie na bardzo ciekawy przepis w sklepowym czasopismie (co dwa miesiace wychodzi bezplatna gazetka z wieloma ciekawymi artykulami i rownie ciekawymi przepisami , z ktorych dosc czesto korzystam).
Tym razem sa to Germknödel, czyli drozdzowe pampuchy z wykorzystaniem tartej dyni,  smaczny deser na jesienne popoludnie :)




Skladniki na 4 porcje:

  • 200 g dyni Hokkaido
  • 80 g masla
  • 20 g swiezych drozdzy
  • 350 g maki pszennej (ja uzylam orkiszowej i musialam dosypac jeszcze ok. 50 g, bo ciasto za luzne bylo)
  • 100 g cukru + 1 lyzka dodatkowo
  • 100 ml letniego mleka
  • 1 jajko
  • 100 g jezyn lub malin
  • 3 lyzki maku- zmielic
  • 1 lyzeczka cynamonu
  • 100 ml sosu waniliowego
Dynie umyc i zetrzec na tarce, odlozyc 2 lyzki do dekoracji.
Drozdze pokruszyc do miski, wymieszac z 30 g stopionego i ostudzonego masla, maka, cukrem, starta dynia, mlekiem i calym jajkiem. Wyrobic to na gladkie ciasto, odstawic w cieple miejsce na godzine.
Nastepnie podzielic ciasto na cztery czesci**, z kazdej zrobic kule z wglebieniem, w ktorego srodek wlozyc po 2-3 owoce, bardzo dobrze "zamknac" ( inaczej nam sie knedel przy gotowaniu otworzy)  i wilgotnymi dlonmi uformowac knedle.
Wkladac je delikatnie do wrzacej, osolonej wody, gotowac je lekko przykryte ok.15 minut na bardzo malym ogniu-jak bedzie za duzy, to sie pampuchy porozpadaja.
Reszte masla podgrzac, dodac zmielony mak i 2 lyzki startej dyni, chwile razem podsmazac, nastepnie dodac cukier i cynamon.
Pampuchy wyjac na talerz cedzakowa lyzka, podawac z maslem makowo-dyniowym, reszta owocow i sosem waniliowym.

** ja zrobilam wiecej tych kul, bo jakbym podzielila na cztery, to bylyby ogromne, ale to kwestia gustu oczywiscie.


Propozycje dolaczam do Festiwalu Dyni organizowanego przez Bee :)

Zrodlo: czasopismo sklepowe "Mit Liebe"

środa, 23 października 2013

Dyniowo-zytni chleb na zakwasie

Przez ten caly okres kilku miesiecy gdy mnie tu nie bylo, gotowalam i pieklam oczywiscie, nawet fotografowalam, ale na wpis braklo przez jakis czas rozpedu...W ten sposob mam w zanadrzu troche propozycji, ktore teraz powoli okraszam notka..

Tak tez jest z tym chlebem, ktory dzis zaprezentuje, pieklam go w sierpniu wykorzystujac dynie, ktora jako jedyna  przelezala u mnie rok. Teraz tez widze, ze mozna niektore dynie dosc dlugo przechowywac ;)
Chcialam upiec chleb z jej wykorzystaniem, usiadlam do internetu w poszukiwaniu inspiracji i z kilku, ktore by mnie interesowaly, wybralam przepis od Bei, dokad odsylam po orginalny przepis, a ja wprowadzilam kilka malutkich zmian i voila :)
Dolaczam tez  te propozycje do Dyniowego Festiwalu Bei :)







Skladniki:
  • 370 g püree z dyni 
  • 2 lyzki oliwy z oliwek
  • 60 g wody
  • 50 g semoliny
  • 350 g maki zytniej
  • 1,5 lyzeczki soli
  • 160 g zytniego zakwasu
  • garsc pestek dyniowych
Wszystkie skladniki dokladnie wyrobic, jesli ciasto bedzie sie mocno kleilo nalezy podsypac wiecej  maki.
Zostawic w cieplym miejscu do wyrosniecia nawet do kilku godzin- w zaleznosci od mocy zakwasu.
Nastepnie wyjac z miski na opruszony maka blat, raz jeszcze zagniesc, wlozyc do formy wylozonej papierem do pieczenia, zostawic do ponownego wyrosniecia w cieplym miejscu.
Piec ok. 45 minut w temp. najpierw 220°, po 15 minutach zmniejszyc do 190° i dopiec go.
Studzic na kratce.


sobota, 19 października 2013

Rydz razy trzy


....rudy rudy rudy rydz..... na pewno wszyscy znaja te piosenke, ktora sobie od wczoraj pod nosem nuce przyrzadzajac rydzowe smakolyki :)

Jak wielu z Was wie-  nielatwo znalezc te przepyszne grzyby. Ja od wielu lat za kazdym razem bedac w lesie na prozno sie za nimi  rozgladalam.
W tym roku pojechalismy  szukac nowych miejsc grzybowych, bo rok temu bylo malo urodzajnie w miejscu gdzie jezdzilismy i ta zmiana okazala strzalem w dziesiatke jesli chodzi o grzyby, wyjatkowo bogato bylo w podgrzybki, a i  wlasnie w koncu rydze sie znalazly. Nie jest ich tak duzo, zeby sie oplacalo przetwory porobic, ale na obiadokolacje jest ich wystarczajaco, no i oczywiscie bedzie warto co roku tam zagladac, czy ich nie ma, a poza tym planuje juz na wiosne tam pojechac, zeby rozejrzec sie za smardzami, ktore  preferuja podobne warunki glebowe co rydze- no zobaczymy.
W kazdym badz razie juz po raz drugi w tym sezonie mialam przyjemnosc rozkoszowac sie smakiem tych pysznych grzybow, ktore dorownuja swojemu wykwintnemu smakowi jedynie prawdziwkom.


Jako, ze naprawde nieczesto mam okazje je jesc, a co za tym idzie i przyrzadzac, to ratunku w poszukiwaniu najpyszniejszych propozycji szukalam w internecie.

Za pierwszym razem usmazylam je najzwyczajniej na masle podobnie jak zawsze przyrzadzam prawdziwki .


Skladniki:

  • rydze
  • maslo
  • 1-2 zabki czosnku
  • pare galazek pietruszki zielonej
  • sol morska, swiezo mielony pieprz
  • bagietka 
Rydze oczyscic pedzelkiem, przebrac, pokroic na plastry.
Maslo rozgrzac na patelni, dodac przecisniety przez praske czosnke, dodac grzyby i lekko mieszajac smazyc ok. 5 minut. Pod koniec popieprzyc, posolic i posypac posiekana natka pietruszki.




Druga wersje polecila mi Kasia  i te tez znalazlam na blogu ChilliBite

Skladniki:


  • rydze
  • maslo
  • 1-2 zabki czosnku
  • posiekany rozmaryn
  • platki orzechow laskowych
  • platki startego parmezanu
  • morska sol, swiezo mielony pieprz
  • bagietka lub chleb na zakwasie
Rydze oczyscic pedzelkiem, przejrzec i pokroic na plastry.
Maslo rozgrzac na malym ogniu na patelni, dodac posiekany rozmaryn, przecisniety lub posiekany czosnek, pare sekund razem podsmazyc mieszajac i dodac pokrojone rydze i smazyc ok.4-5 minut bardzo delikatnie przewracajac je na patelni.
Kromki pieczywa podpiec w tosterze lub na patelni, polozyc na nie grzyby, posolic i popieprzyc, posypac platkami orzechow i parmezanem.



Trzecia wersje wymyslilam na poczekaniu majac swoj ulubiony tymianek w lodowce :)

Skladniki:
  • rydze
  • maslo
  • 1-2 zabki czosnku
  • kilka galazek tymianku
  • garsc rukoli
  • 2-3 krople cytryny
  • starty parmezan
  • sol morska, swiezo mielony pieprz
  • bagietka 
Rydze oczyscic pedzelkiem, przejrzec i pokroic na plastry.
Maslo rozgrzac na patelni, dodac przecisniety przez praske czosnek i oberwane listki tymianku, po chwili dodac grzyby i smazyc jak poprzednio delikatnie odwracajac ok. 5 minut.
Kromki bagietki podpiec w tosterze, ulozyc listki rukoli, na to grzyby, posolic, popieprzyc, do pozostalego na patelni tluszczu dodac 2-3 krople cytryny, wymieszac i lyzeczko skropic tym maslem bagietke, posypac tartym parmezanem.




Nie musze chyba dodawac, ze jakby ich nie przyrzadzic, to smakuja w kazdej odslonie po prostu rewelacyjnie :)
Na pewno nie wolno ich zasmazyc na smierc, powinny byc jedrne-inaczej straca na swoim smaku.

środa, 16 października 2013

Reaktywacja bloga i chleb na powitanie

W koncu  nastal dzien na reaktywacje bloga....Niby dzien jak co dzien, ale jednak bardzo szczegolny.

Juz od dawna nosilam sie z tym zamiarem, ale nie wiem, dlaczego z dnia na dzien to odkladalam i w koncu wczoraj dostalam, ze tak powiem "kopa", bo nasza Zakwasowa Mapa Polski przypomniala wszem i wobec, a przede wszystkim takim zagubionym duszyczkom jak ja, ze dzis po raz kolejny juz przypada Swiatowy Dzien Chleba.


Wprawdzie chleb, ktory prezentuje pieklam juz jakis czas temu, ale uznalam, ze bedzie swietny na te okazje jak  i do reaktywowania swojego bloga,
no i tak w ogole powrotu do blogowania...... i ..... mam malutka nadzieje, ze jeszcze mnie pamietacie :)

Zakwas to bardzo ciezki i dlugi byl temat dla mnie, co niektore osoby zameczalam niemalze latami podziwiajac ich wypieki i te lekkosc slow jakimi opisywaly proces hodowania zakwasu, ktory zawsze byl dla mnie jakims niesamowicie skomplikowanym wyzszym szczeblem wtajemniczenia.

Jak pamietacie, w koncu po kilkakrotnych probach- ze zla maka przede wszystkim- udalo mi sie.....Mam swoj zakwas od okolo poczatku kwietnia, ma sie nadal dobrze i musze sie wam pochwalic, ze w tym tygodniu bede miala zaszczyt podzielenia sie nim z osoba, ktora sie do mnie zglosila na podstawie Zakwasowej Mapy Polski...
Tak....tak....nie wierzylam wpisujac swoje dane do Mapy, ze ktos sie znajdzie zainteresowany tutaj w Berlinie-a jednak .....ciesze sie strasznie :) :)

Ten chleb jest dla mnie bardzo szczegolny, poniewaz dwa razy mi  nie wyszedl- za pierwszym razem sie spalil totalnie, a za drugim tak mi do formy przywarl (zapomnialam o papierze do pieczenia), ze wyrywalam kawalki chleba z formy, wtedy tez mialam okazje stwierdzic, ze jest pyszny i ze raz jeszcze musze poddac siebie i ten przepis probie.

Moze nadal nie jest idealny, ale smakuje bosko i moge go tylko polecic.



Przepis znalazlam u Polci, a ona u Tatter :)
Zrobilam go z nieco wieksza iloscia maki gryczanej zastepujac pszenna chlebowa.




CHLEB   UKRAINSKI 

Zaczyn:

80 g zakwasu zytniego razowego 150% (wiecej o hydracji)
110 g maki zytniej sredniej (sitkowej)
80 g wody

Wszystkie skladniki nalezy dokladnie wymieszac i zostawic na 4 godziny w 32° (ja zostawilam na cala noc w temp. ok.18°)

Ciasto wlasciwe:

285 g zaczynu
150 g wody
180 g maki pszennej razowej
70 g maki gryczanej
6 g soli

Ciasto zagniesc metoda Bertineta (tutaj troche wiecej o tej metodzie).
Gdy gluten bedzie juz dobrze rozwiniety nalezy ciasto wlozyc do lekko naoliwionej miski i pozostawic do wyrosniecia na ok. 1 1/2 godziny w temp. ok. 25°.
Nastepnie ciasto mozna podzielic na dwie czesci i piec w dwoch foremkach.
Ja ciasto umiescilam w jednej foremce wylozonej koniecznie papierem do pieczenia. Ciasto ponownie zostawic do wyrosniecia na ok. 90 minut.
W tym czasie nagrzac piekarnik do 240 °  i wstawic do niego spryskany woda chleb. Piec ok. 20 minut, nastepnie zmniejszyc temperature do 220° i piec przez nastepne 20 minut i znow zmniejszyc temperature do 180 ° i w niej dopiec nasz chleb- ok. 30 minut.

Zarowno Polka jak i Tatter piekly w duzo wyzszej temperaturze, ale nie wiem dlaczego-
mi w tak wysokich temperaturach chleb sie po prostu palil, dlatego zmniejszylam podane przez nie wysokosci temperatur.









poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Moja berlinska galeria chleba

Odkad mam zakwas to zaczynam eksperymentowac z pieczeniem chleba....z naciskiem na "eksperymentowac", bo pewnie jeszcze dlugo mi nie wyjdzie pieczenie tak, jak ja bym sobie tego zyczyla.
W ten weekend pieklam trzy rozne chleby, czesciowo mi sie udalo, zadowolona jestem smakowo ze wszystkich trzech, choc efekt wizualny pozostawia jeszcze do zyczenia.

Dlugo jeszcze bede piekla scisle wedlug wskazowek bardziej doswiadczonych w tym temacie blogerek.
Tym razem wszystkie inspiracje do mojej weekendowej berlinskiej piekarni zaczerpnelam od Eweliny, ktora od poczatku pomaga mi bardzo swoimi uwagami i poradami :) Dziekuje :)

Najwiecej nadal problemow mam z czasem wyrastania, w sobote poszlam spac ok. 2 w nocy, bo mimo, ze zaczelam juz w zasadzie w piatek "dzialac", to ciasto nie wyrastalo chyba tak jak powinno bylo ( mimo ciepla), zreszta nadal- jak widze -potrzebowaloby wiecej czasu na ostateczne wyrastanie przed pieczeniem...
Ech....ale nic to...podobno cwiczenie czyni mistrza, wiec nadal probowac bede.

Jedyne co, to po raz drugi nie wyszedl mi chlebek ukrainski, w zeszlym tygodniu zdecydowanie mi sie przypalil, ale tez podana w przepisie temperatura 260° moim skromnym zdaniem jest zdecydowanie za wysoka. Tym razem wstawilam go do 220°, a i tak mimo, ze totalnie przywarl do formy (mea culpa, bo tylko ja nasmarowalam olejem zamiast wylozyc papierem lub czyms wysypac ) to uwazam, ze nieco przypieczony jest - choc smak ma genialny i na pewno go co najmniej raz jeszcze upieke (hahaha- do trzech razy sztuka ;))

Tak, jak napisalam, pieklam scisle wedlug przepisow podanych przez Eweline i dlatego tez zalaczam linki kierujace do jej bloga.


CHLEB  ZE  SWIEZYM  KOPERKIEM


                                      





CHLEB  PSZENNY  RAZOWY  BEZ  ZAGNIATANIA





CHLEB  POLSKI  Z  KMINKIEM (byl tydzien temu pieczony)




piątek, 19 kwietnia 2013

Za co lubimy blogi...

i je nagradzamy....
Mialam nie pisac nic na ten temat, ale  jednak slowko napisze.
Jestem od 5 lat tutaj w tym miejscu i pare razy byly juz zabawy w nagradzanie ulubionych blogow, ale ostatnio przezylam maly szok i konsternacje-szczerze mowiac, po czym pozostal tylko niesmak w buzi i utrwalilo sie, to o czym nieraz sie w blogosferze mowilo- ze to juz nie to samo, co kilka lat temu...

Dostalam jakis czas nominacje do "Liebster Blog Award" (nie napisze od kogo, bo nie ta osoba wymyslila te kryteria nominacji) - ktoras  z kolei i zawsze mnie to cieszylo i za ktore serdecznie dziekuje - az do tej pory...
Zobaczylam na blogu, od ktorego dostalam te nominacje kryteria i wiecie co??? nie wiem, co mam o tym wszystkim myslec....
Zawsze nominowalo sie blogi, ktore sie w jakis sposob lubi i ceni, czy to z powodu fajnych wpisow lub /i fajnych zdjec, czy przede wszystkim z sympatii do osoby, ktora dany blog prowadzi.
Tym razem kryterium na lubiany blog byla liczba obserwatorow bloga do 200...

Ja wiem, ze niektorzy prowadza bloga, zeby miec jak najwieksza liczbe obserwatorow, codziennie dodaja nowe wpisy, promuja je, bywaja w blogosferze, imiennie wymieniaja nowych "lubisiow" bloga-nie przeszakadza mi to, kazdy patrzy na swoje ambicje i kazdy ma swoje powody do pisania bloga.
Dla mnie blogowanie bylo i pozostanie milym dodatkiem do zycia -nie jego trescia.

Zaczelam prowadzic bloga dla siebie, chcialam dzielic moja pasja do gotowania. Traktuje go jak moj kulinarny notatnik, tutaj nie bylo, nie ma i nie bedzie reklam, nie mam ambicji pisac ksiazki czy bycia celebrytka...

Gotowanie bylo i pozostanie moim hobby, odskocznia od codziennego, zabieganego  i niezbyt latwego zycia. Ciesza mnie moje postepy w fotografowaniu, moze kiedys jeszcze ogarne programy do obrobki fotek, ciesza mnie moje postepy w gotowaniu, bo zaczynajac 5 lat temu siegalam jeszcze do proszkowych przypraw typu Vegeta czy innych gotowych mieszanek, teraz juz nie ma ich w mojej kuchni, zaczelam zwracac uwage na sezonowosc warzyw i owocow, a ostatnio w koncu wyszedl mi zakwas zytni, co mnie ucieszylo tak, jakbym co najmniej wyladowala na Ksiezycu- zaczelam piec Swoj chleb, ale przede wszystkim spotkalam tutaj wiele cudownych osob i w tej chwili tylko ze wzgledu na nie powstrzymuje sie od decyzji skasowania wszystkiego....szkoda mi byloby tych 5 lat spedzonych z Wami - dziekuje.


Padlam ofiara statystyki, mam malo obserwatorow i DLATEGO dostalam nagrode......
..........jüüüpiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii :(


wtorek, 16 kwietnia 2013

Orkiszowy chleb z ziarnami

Kilka lat przymierzalam sie do robienia zakwasu, zawsze z zazdroscia spogladalam na notki blogowe o pieczywie na zakwasie, dla mnie bylo to jakies nieosiagalne czary-mary...potwornie trudna sztuczka do wykonania....Ale gdzies tam w glebi siebie wiedzialam, ze ktoregos dnia i ja dojrzeje do wyhodowania zakwasu i nie omylilam sie, co nie jest powiedziane, ze udalo sie za pierwszym razem.... Ten, ktory sie udal jest dokladnie trzecia proba, pierwszy przestal babelkowac po 4 dniu, gdy skonczyla mi sie polska maka zytnia, drugi nie ruszyl wcale, ale wiem, gdzie lezal problem- maka byla wprawdzie zytnia, ale nie razowa....No i moje trzecie podejscie- zaopatrzona w zytnia make razowa z Polski i z tutejszego sklepu ekologicznego wystarowalam po raz trzeci i .....JEST!!!! udalo sie, zakwas po 12 dniach dokarmiania, pieszczenia, zaklinania wyladowal na przystanku lodowka, gdzie bedzie czekal do weekendu na nastepne pieczenie :)

Nie jest tak, ze chlebow do tej pory nie pieklam-pieklam, ale albo na kupowanym zakwasie, albo tylko na drozdzach- wiadomo, ze wcale gorsze nie jest od zakwasowego, ale jest inne....ja chcialam przekroczyc te tajemna bariere pieczywa zakwasowego.....na wyhodowanym przez siebie od zera zakwasie....jest inna satysfakcja- ci, ktorym jest to temat znany-wiedza, o czym pisze, ci-ktorzy nie znaja tego dreszczyka emocji goraco namawiam-probujcie i nie zrazajcie sie :)

Niesamowicie pomocna strona w robieniu zakwasu, jak rowniez w ogole w temacie pieczywa byla i jest dla mnie "Piekarnia po godzinach" (klik) i prywatne rozmowy z Polka :) - dziekuje Wam z calego serca :) :)

Poki co pokaze Wam swoj zytni zakwas i pierwszy chlebek z jego uzyciem :)



Pierwszym chlebkiem, jaki upieklam na zytnim zakwasie byl zaprezentowany pare dni temu przez Trufle jej orkiszowiec z ziarnami (klik) , uwielbiam takie pieczywo po prostu-z duza iloscia rozmaitych ziarenek i ten taki wlasnie jest- polecam goraco :) Jeszcze moj chlebek nie jest doskonaly...... ma za male dziurki, za malo chrupiaca skorke, ale sa to drobiazgi, ktore sie z czasem dopracuja- tak mysle...





Skladniki na jedna keksowke (ja robilam z podwojnej porcji w dwoch foremkach):

Zaczyn:

  • 2 lyzki zytniego zakwasu
  • 150 g wody
  • 120 g jasnej maki (orkiszowej lub pszennej chlebowej)
Wymieszac dobrze i przykryte szczelnie folia zostawic do wyrosniecia na minimum 10 godzin.

Ciasto wlasciwe:
  • przygotowany wczesniej zaczyn
  • 1/3 lyzeczki suchych drozdzy
  • 330 g wody
  • 2 lyzeczki soli morskiej
  • 1 lyzka plynnego miodu lub syropu z agawy
  • po 4 lyzki pestek dyni, slonecznika i platkow owsianych
  • 3 lyzki siemienia lnianego
  • 2 lyzki jasnego sezamu i 1 czarnego (moga byc 3 lyzki jasnego jesli czarnego nie mamy)
  • 350 g maki orkiszowej pelnoziarnistej
  • 50 g maki orkiszowej jasnej (lub pszennej chlebowej)
Posypka:
  • po 1 lyzce pestek dyni, slonecznika, platkow owsianych
  • po 1/2 lyzki jasnego i czarnego sezamu (lub 1 lyzka jasnego) i siemienia lnianego
Zaczyn wymieszac dobrze z drozdzami, woda i wszystkimi dodatkami, na koncu wmieszac obie maki i dokladnie wyrobic przez kilka minut mikserem na srednich obrotach.
Przelozyc ciasto do natluszczonej i wylozonej papierem do pieczenia foremki, posypac wymieszanymi ze soba ziarnami lekko je dociskajac. Odstawic w cieple miejsce do wyrosniecia.
Powierzchnie chleba spryskac dobrze woda, zeby zapobiec przypalaniu sie ziaren, wstawic do uprzednio nagrzanego do 220° piekarnika na 15 minut, po tym czasie zmniejszyc temperature do 190° i piec kolejne 45 minut. Wyjac z formy na kratke, ostudzic.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Duszona jagniecina i salatka z kuskus

Na obiad swiateczny miala byc jagniecina.....hmm...miala byc, ale nie byla, bo zabraklo zapalu na przyrzadzenie jak i jedzenie, za to prawie tydzien pozniej mialam nowa energie i apetyt na nia.
Bazowalam nieco na poprzednim przepisie z cytryna i morelami (klik) , ale troche to wszystko wzbogacilam innymi aromatami (curry i cynamonu).

Do miesa przyrzadzilam salatke bazujaca na taboule (klik), ktore bardzo lubie i dosc czesto robie. Orzezwiajacy smak salatki swietnie sie skomponowal z ostro-slodkawym aromatem jagnieciny.

Skladniki duszonej jagnieciny :

  • jagniecy udziec lub lopatka (ok. 1,50-1,70 kg)
  • mala glowka czosnku
  • 4-5 dymek wraz z zielona czescia lub opcjonalnie duza cebula 
  • duza cytryna
  • 1- 2 papryczki chili bez nasion (jesli danie ma byc ostrzejsze mozna wiecej chili dodac lub chili razem z nasionami)
  • 150 g suszonych moreli (pokroic je na kawalki)
  • 1 lyzeczka curry indyjskiej
  • 1/2 lyzeczki mielonego cynamonu 
  • 1 lyzeczka papryki slodkiej
  • duza szczypta mielonej kurkumy
  • 2-3 listki laurowe
  • 4-5 ziaren ziela angielskiego
  • sol, pieprz
  • oliwa do smazenia
  • duzy kubek (300 g) tureckiego jogurtu 10% -moze byc grecki w zastepstwie
Mieso umyc i osuszyc. W mozdzierzu rozetrzec liscie laurowe i ziele angielskie, wymieszac to z przecisnietym przez praske czosnkiem, curry, cynamonem, papryka, kurkuma, sola, pierzem i odrobina oliwy na paste, ktora nalezy natrzec mieso i zostawic je tak na kilka godzin w lodowce (optymalnie przez cala noc).
Na patelni rozgrzac olej, zeszklic cebule (jesli uzywamy cebule do tej potrawy), wyjac ja i obsmazyc mieso ze wszystkich stron, podlac woda, dodac podsmazona cebule lub pokrojona dymke, posiekane papryczki chili i pokrojona w plastry cytryne, dusic na malym ogniu ok. 2 godzin- mieso powinno dac sie rozdrobnic widelcem i przede wszystkim w przypadku udzca odchodzic od kosci.
Jak mieso jest miekkie, wyjac je na talerz i zmiksowac dokladnie powstaly sos, nastepnie wlozyc mieso z powrotem, dodac pokrojone morele, dusic nastepne 30 minut, dodac jogurt, wymieszac, chwile zagotowac i odstawic.




Skladniki na salatke z kuskus:
  • 200 g kuskus 
  • 2 duze pomidory
  • 1/2 duzego ogorka
  • 3 cebulki dymki wraz z zielona czescia
  • garsc czarnych oliwek
  • maly peczek natki pietruszki
  • kilka galazek miety
  • 3 lyzki oliwy z oliwek
  • sok z polowy pomaranczy
  • 2 lyzki octu malinowego lub balsamico
  • sol, pieprz
Kaszke przyrzadzic wedlug przepisu na opakowaniu, ostudzic, dodac pokrojona cebulke. Pomidory i ogorek umyc, pozbawic pestek i pokroic w kostke-dodac do salatki, podobnie, jak pokrojone w plasterki oliwki i posiekane ziola. Wymieszac skladniki dressingu, wlac do saltki, wymieszac calosc i postawic na godzine przed spozyciem do lodowki, zeby sie nieco schlodzila.



wtorek, 26 marca 2013

Zakwas na zur wielkanocny

W zasadzie w obliczu tej pogody i temperatur za oknem caly czas sie zastanawialam, czy nie nastawic czasem  zakwasu na wigilijny barszcz czerwony... Jednak sie poddalam i niech tradycji wielkanocnej stanie sie zadosc :) .....bedzie zurek...taki jaki lubie - z biala kielbasa...
Do zurku potrzebujemy zakwas i wiadomo, ze najlepszy jest taki wlasnej produkcji, jako, ze dzis jest wtorek, to jest akurat dosc czasu, zeby go nastawic, w niedziele  bedzie idealny...

Zakwas zrobilam z przepisu, ktory kiedys u siebie Ewelina podala :)




Skladniki:

  • 4 szklanki przegotowanej  cieplej wody
  • 10 lyzek razowej maki zytniej 
  • 4 listki laurowe
  • 4 lekko rozgniecione zabki czosnku
  • po 8 kulek jalowca, ziela angielskiego i  czarnego pieprzu
  • kawalek skorki razowego chleba
  • dosc duzy sloj lub naczynie kamionkowe
  • kawalek muslinu lub gazy, sznurek
W naczyniu rozmieszac make z woda tak, by nie bylo grudek, dodac wszystkie skladniki, raz jeszcze wymieszac, przykryc gaza  i obwiazac sloik/naczynie sznurkiem, odstawic w cieple miejsce, mieszac raz dziennie i po 3 dniach zakwas mamy gotowy do uzycia.

**Jesli zapomnimy go nastawic odpowiednio wczesnie, to wystarczy do tej mieszanki dodac lyzke zakwasu chlebowego (jesli go mamy) i zurkowy zakwas bedzie gotowy przez jedna dobe.

**Zakwas na bialy barszcz robimy w zasadzie identycznie, ale zastepujemy make zytnia maka pszenna razowa.


niedziela, 24 marca 2013

Kwiatowy mazurek

Pierwszego numeru Kukbuka nie kupilam, bo nie mialam mozliwosci, jak wyszedl drugi-akurat wybieralismy sie do Polski na dlugi weekend w Spa i pierwsze, co w kiosku zakupilam, byl wlasnie Kukbuk.....
Wiele fajnych przepisow mnie urzeklo, ale  rozany mazurek Truskawkowej Ani  po prostu oczarowal mnie, a ze lubie posmak rozanych konfitur w paczkach, to pomyslalam, ze w mazurku tez na pewno bedzie cudownie smakowalo.... Na razie wykonalam jeden dla swojej Mamy, ktora byla u mnie w gosciach i zapakowalam go na droge do Polski (dlatego na zdjeciach jest w formie), drugi bedzie robiony w tygodniu przedswiatecznym.
Robilam go z moimi malutkimi zmianami ( robilam nieco wiecej ciasta, bo uzylam innej formy i tak samo zwiekszylam proporcjonalnie skladniki masy), ale podaje proporcje, jakie widnieja w Kukbuku, zeby nie wprowadzac zamieszania.


Skladniki na 2 foremki  22 x 8 cm:

  • 200 g maki pszennej
  • 140 g zimnego masla
  • 70 g cukru pudru
  • 1 surowe zoltko
  • 1 gotowane zoltko (opcjonalnie- ja nie dawalam)
Ponadto:
  • 2 lyzki rozanej konfitury
  • 150 g bialej czekolady
  • 4 1/2  lyzki smietany 36%
  • 2 lyzki wody rozanej
  • 3 lyzeczki czystego koncentratu buraczanego (bez dodatkowych przypraw) - nie mialam go, wiec uzylam spozywczy barwnik, ktory niestety zamiast rozowego koloru dal masie lekko lawendowe zabarwienie
  • 1/2  szkl. platkow migdalowych - ja dekorowalam mazurek mieszanka suszonych prowansalskich kwiatow)

Skladniki ciasta szybko zagniesc, uformowac kule, ktora zawijamy w folie spozywcza i chlodzimy w lodowce 30 minut. Nastepnie nalezy ciasto rozwalkowac i wylozyc w natluszczonej formie formujac dookola wyzszy brzeg, ponakluwac i ponownie chlodzimy w lodowce przez kolejne 30 minut.
Po tym czasie wkladamy ciasto do nagrzanego do 190° piekarnika, podpiekamy 10 minut, nastepnie nalezy zmniejszyc temperature do 170° i piec kolejne 10-15 minut- do zezlocenia sie ciasta. Wyjac, ostudzic.
Czekolade stopic w kapieli wodnej, dodac smietanke, wymieszac, gdy lekko ostygnie dodac wode rozana i sok z burakow lub barwnik, odstawic.
Ciasto posmarowac konfitura rozana, na to wylac czekoladowo-rozana mase. Ozdobic od razu mieszanka kwiatowa lub jak zastygnie (po kilku godzinach) posypac uprazonymi na patelni platkami migdalowymi.


poniedziałek, 18 marca 2013

Rolada brokulowo-pomidorowa....zielono mi ....

Wprawdzie jeszcze niezbyt wolno mi chodzic po operacji, ale chcialam cos zielonego zrobic na zabawe z okazji Dnia Sw.Patryka, ktora organizowala Gosia......
Kiedys wpadl mi wycinek z gazety z taka zielono-czerwona roladka brokulowa i musze przyznac, ze od tamtej pory mialam zamiar kiedys ja przyrzadzic.....W tym wycinku nie byly podane dokladnie skladniki, wiec  improwizowalam, ale wyszlo bardzo smacznie.




Skladniki:

  • 500 g brokul
  • 1 duza puszka pomidorow (najlepiej calych)
  • 4 jajka
  • 100 g pelnoziarnistej maki orkiszowej *
  • 1 srednia cebula
  • 1 maly zabek czosnku (przecisnac przez praske)
  • sol, pieprz, galka muszkatolowa
Brokuly pokroic i ugotowac w osolonej wodzie, lekko przestudzic i zmiksowac (lub pokroic).
W misce ubic  jajka, dodac make i razem  zmiksowac, dodac brokuly i dobrze wymieszac, doprawic galka, sola i pieprzem. Wylac na prostokatna blaszke wylozona papierem do pieczenia. Piec w uprzednio nagrzanym do 170° piekarniku ok. 20 minut, wyjac, przykryc sciereczka i od razu lekko zwinac.
W czasie pieczenia przygotowac nadzienie pomidorowe, w tym celu obrac i drobno posiekac cebule, zeszklic ja na oleju i dodac osaczone i pokrojone w kostke pomidory z puszki. Mozna oczywiscie uzyc swiezych, ale przez smazeniem nalezy je sparzyc i obrac ze skorki.
Nie dodajemy na patelnie soku pozostalego w puszcze. Chwile raze poddusic, przyprawic sola, pieprzem i czosnkiem.
Ciasto delikatnie rozwinac, posmarowac cieple pomidorami i ponownie zwinac delikatnie ale dosc ciasno pozbywajac sie oczywiscie papieru do pieczenia od spodu.
Wstawic rolade do piekarnika i jeszcze przez 10 minut podpiekac.
Podawac z salatami lub kremem z fety.

* mozna zrobic ze zwykla pszenna maka, nalezy wowczas uzyc ok.150 g.


Krem z fety:
  • 100 g sera feta (ja mialam bulgarski)
  • 2 lyzki kwasnej, gestej smietany
  • kilka lyzek (2-4) smietany kremowki
  • 1 zabek czosnku
  • szczypta sproszkowanej chili
  • sol, pieprz
  • sok z cytryny
Ser rozkruszyc do miseczki i dobrze wymieszac ze smietanami i czosnkiem. przyprawic sola, pieprzem, chili i sokiem z cytryny.



wtorek, 26 lutego 2013

Mini Pavlova prawie jak Caipirinha

Co zrobic z bialek pozostalych po produkcji karnawalowych smakolykow????  moze bezy???? lub Pavlova??? albo jedno i drugie??? Mi zostalo sporo bialek, bo az 8, wiec je przerobilam za jednym zamachem na male beziki i troche wieksze mini-Pavlove.
Dzien wczesniej bylysmy na babskim wieczorze w indyjskiej super restauracji i jedna z dziewczyn zamowila sobie jakby Caipirinhe (jakby- bo bezalkoholowa) i zamarzyl mi sie ten posmak w bezach i deserze, mysle, ze udalo mi sie to z powodzeniem-polecam i zapraszam :)





Skladniki:
  • 8 bialek
  • 170 g brazowego cukru
  • 170 g drobnego cukru (mozna dodac wiecej,jesli lubi sie slodkie bezy)
  • sok z 3 limetek
  • 2 lyzeczki skrobi ziemniaczanej
  • szczypta soli
Bialka ubic na sztywna piane z sola, nastepnie dodajac po lyzce cukier dalej ubijac.Na koncu dodac skrobie i sok z limetek.
Napelnic rekaw cukierniczy masa bezowa i wyciskac na blache wylozona papierem do pieczenia male beziki  lub jesli chcemy mini-pavlove zrobic, to wyciskamy na papier "placuszki" o srednicy ok. 8-10 cm, na brzeg dajemy podwojnie, tak,zeby powstalo gniazdko.

Pieczemy w uprzednio nagrzanym do 150° piekarniku jakies 15 minut, nastepnie zmniejszamy temperature do 100°-120° i pieczemy dalsze 50-60  minut. Czas pieczenia  zalezy od piekarnika i od tego, jak duze sa beziki czy bezy. W kazdym badz razie nie powinny za bardzo zmienic koloru. Przechowywac w przewiewnym pojemniku, zeby sie nie zrobily gumowe.

Bezy na mini-Pavlove powinny byc suche z wierzchu i wilgotne w srodku.




Ponadto do  6-7 deserow:

  • 200 ml smietanki kremowki-dobrze schlodzonej
  • op. cukru waniliowego
  • 2-3 lyzki cukru pudru
  • 50 g czekolady (o zawartosci kakao ok. 70%)
  • 2 limetki obrane i wyfiletowane
  • 1-2 lyzki brazowego cukru
  • maliny-po kilka na jeden deser
  • mieta do dekoracji
Smietane ubic na sztywno dodajac pod koniec ubijania cukier waniliowy i cukier puder, odstawic do lodowki.
Czekolade rozpuscic w kapieli wodnej.
Na patelni rozgrzac brazowy cukier i wrzucic fileciki limetek i powstaly przy filetowaniu sok, chwile delikatnie pomieszac tylko do rozpuszczenia sie cukru, odstawic. Probowalam je skarmelizowac, ale calkowicie sie rozplynely tworzac limetkowy karmel, wiec jesli chcemy miec kawalki limetek, to zbyt dlugo nie moga sie podgrzewac.
Mini- Pavlowe wykladamy na talerz, nakladamy 2 lyzki ubitej smietany, dekorujemy rozpuszczona czekolada i na wierz ukladamy kawalki limetek w cukrze, maliny i dekorujemy listkami miety.