Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia francuska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 grudnia 2013

Sylwestrowo i makaronikowo - macarons z kremem porzeczkowym

Stary rok zegnam makaronikami.....jest to dla mnie pewien symbol powodzen kulinarnych mijajacego dzisiaj roku, w sumie jeden z  dwoch- czyli pieczenia chleba na wlasnym zakwasie i nabrania umiejetnosci do pieczenia makaronikow...

Jeszcze musze je sobie dopracowac, ale juz wiem, o co chodzi i w trakcie pracy widze, jakie bledy jeszcze popelniam i wiem, jak je naprawiac...


Jaki byl miniony rok??????
Byl dobry, wiadomo, ze byly wzloty i upadki, byly problemy i sprawy do zalatwienia, ale nie moge narzekac...
Nie tak dawno moja dorastajaca corka zadala mi pytanie...."kiedy bylas ostatnio tak naprawde szczesliwa??" po krotkim namysle powiedzialam jej, ze w zasadzie caly czas jestem szczesliwa....Nie mogla od razu zalapac i jeszcze dwukrotnie zadala mi te pytanie z naciskiem na "ale tak  NAPRAWDE!!!???"...
Na to jej odpowiedzialam, ze tak jest...jestem caly czas szczesliwa, bo: ....jestesmy zdrowe...mamy milutkie mieszkanko, w ktorym sie dobrze czujemy, mam prace, ktora moze mnie nie uczyni bogata, ale daje satysfakcje i radosc, ona sie w miare dobrze uczy i ma plany na przyszlosc, a moje prywatne zycie tez jest udane, wiec wlasnie.....jestem po prostu szczesliwa :)

Wam rowniez zycze szczescia- takiego codziennego, no i zdrowia i odrobiny pozytywnego myslenia, a cala reszty gdzies tam z tym wszystkim juz przyjdzie :)

Gosia ze Smakow Alzacji zaprosila chetnych do wspolnego pieczenia porzeczkowych makaronikow, moj wybor padl od razu na makaroniki z kremem na bazie bialej czekolady i czerwonej porzeczki.
Dziekuje Gosiu za pomysl i wspone pieczenie i sorry, ze spoznilam sie z publikacja, nastepnym razem sie poprawie.

TUTAJ znajdziecie szczegolowy przepis na robienie makaronikow- do farbowania uzylam szczypty czerwonego barwnika w proszku.

Skladniki na krem:
  • 50 g bialej czekolady
  • 2 lyzki galaretki z czerwonej porzeczki
  • 1/2 lyzeczki soku cytrynowego
  • 1 lyzka creme double
Czekolade rozpuscic w wodnej kapieli, dodac galaretke, wymieszac rozga, dodac creme double i sok z cytryny, wymieszac, schlodzic dobrze i przekladac wystudzone makaroniki.




niedziela, 22 grudnia 2013

Swiateczne zyczenia i macarons po raz kolejny



Przygotowania swiateczne w toku, jak zapewne w wielu domach, ale fakt, ze wyjezdzamy do Polski na swieta troche mi odjal pracy, bo wiele wigilijno-swiatecznych smakolykow przyrzadzaja moja Mama z Siostra, ja sie podjelam pieczenia makowcow, ciasta serowo-makowego, wypiekania chlebow i przyrzadzenia czesci sledzi oraz zrobienia uszek i zakwasu buraczanego.
Jutro rano pakujemy wszystko i wyruszamy w kilkugodzinna podroz w Karkonosze, troche szkoda, ze i tam raczej sniegu nie bedzie w swieta, ale coz....

W tym roku nie pieklam zadnych piernikow ani pierniczkow, przede wszystkim chyba dlatego, ze jestem potem jedyna, ktora to wszystko zjada, a dekorowania pierniczkow niecierpie po prostu, wiec oddalam sie z przyjemnoscia cwiczeniu w wypiekaniu macarons, ktore prawie, prawie juz sa idealne, jeszcze jedna mala poprawka z piekarnikiem i bedzie juz po prostu perfekcyjnie. Tak , ze zamiast pierniczkow  te male francuskie ciasteczka na naszym stole beda zajmowaly miejsce obok tradycyjnej makowej strucli.

Tym razem przyrzadzilam zielone i liliowe macarons z kremami na bazie mascarpone.
Do farbowania uzylam barwnikow spozywczych w proszku.

Przepis i sposob wykonania macarons znajdziecie tutaj- Macarons....po raz kolejny i swiatecznie





Krem limonkowy:

  • 60 g mascarpone
  • skorka starta z 1-1,5 limetki (niewoskowanej)
  • sok z 1 limetki
  • 2-3 krople syropu mietowego
  • 1 lyzka miodu
  • malutka szczypta barwnika zielonego
wszystkie skladniki wymieszac, schlodzic w lodowce i przekladac upieczone i wystudzone macarons.



Krem jagodowy:
  • 60 g mascarpone
  • 20 g stopionej bialej czekolady
  • 100 g rozmrozonych i odsaczonych jagod
  • 1 lyzeczka soku z cytryny
wszystkie skladniki wymieszac, schlodzic i przelozyc macarons.



Zycze raz jeszcze wszystkim zdrowych i spokojnych Swiat Bozego Narodzenia :)



czwartek, 12 grudnia 2013

Macarons....po raz kolejny i swiatecznie



Po raz chyba czwarty czy juz szosty???

Niewazne....wazne jest, ze w koncu chyba wyszly, tzn. nie chyba, bo wyszly, co widac na fotach ponizej, ale jeszcze musze sie uszczypnac, czyli szybko upiec nastepne, zeby sprawdzic, czy to nie byl szczesliwy traf, czy moze w koncu udalo mi sie technike i swoj piekarnik na tyle ujarzmic, ze bede mogla rzec......"ach macarons??...latwizna... ;) "
.....nie, nie....tak nie powiem, bo macarons to wyzwanie....mam  i pewnie bede miec szacun dla nich...



Uparta jestem i nie daje za wygrana jesli mi cos nie wychodzi w kuchni, tym bardziej , ze juz wyszlo na warsztatach pieczenia francuskich slodkosci, o czym Wam juz zdalam dokladna relacje (klik)

I przedtem i potem byly proby robienia ich i teraz....teraz....stosujac sie z calkowitym spokojem do tego, co bylo na warszatatach i na podstawie ksiazki Annie Rigg "Feine Macarons" zabralam sie po raz kolejny do nich..
OMG!!!! to brzmi prawie, jak przygotowanie do jakiegos rytualnego swieta....

No, dobrze....stosujac sie do tego wszystkiego wzielam sie za odwazanie i odmierzanie skladnikow zaopatrzona dodatkowo w termometr do piekarnika.


Skladniki na ok. 24-28 macarons:

  • 90 g bialka (odstanego jakies 2 doby) w temp. pokojowej
  • 80 g cukru pudru do bialek
  • 90 g mielonych migdalow
  • 145 g cukru pudru do migdalow
Ponadto:
  • czerwony barwnik (w proszku najlepiej)
  • szczypta przyprawy piernikowej
  • szczypta gorzkiego kakao
  • 130 g mascarpone
  • 1-2 lyzki suszonej zurawiny
  • skorka starta z niewoskowanej pomaranczy
  • 1 lyzeczka wody z kwiatow pomaranczy
  • 1 duza lyzka krowkowej masy (mialam gotowy produkt z Polski)
  • 1/2 lyzki kandyzowanego i drobno posiekanego imbiru
  • 1/2 lyzeczki cynamonu mielonego
Bialka ubic bardzo dobrze mikserem na niskich obrotach, dodawac po lyzce przesiany cukier puder (te 80g przeznaczone do bialek) caly czas ubijajac na niskich obrotach (1).
Przesiac dokladnie migdaly z cukrem pudrem (145g) , jesli zostana migdaly na sicie, to je zmielic i raz jeszcze te reszte przesiac.
Delikatnie wymieszac z bezowa masa. Calosc nie moze byc zbyt plynna, co mi sie poprzednim razem przydarzylo, gdy ubijalam na zbyt duzych obrotach- tego juz w ogole nie dokumentowalam, bo po prostu na blasze sie rozlalo i zlalo w jedno.....

Podzielilam powstala mase na dwie miseczki, do jednej z nich dodalam tylko czerwony barwnik spozywczy w proszku - z barwnikami w plynie nalezy uwazac, moze to byc naprawde tylko 1-2 krople, inaczej masa bedzie zbyt plynna i nie uda sie uformowac na blasze.

Do drugiej miseczki dodalam przyprawe piernikowa i delikatnie wymieszalam.

Obie masy przelozylam lyzka do woreczkow, w ktorych odcielam rozek na tyle, zeby powstal otwor max. 1 cm srednicy- woreczki sa alternatywa do rekawa cukierniczego.

Na blache wylozona papierem do pieczenia wyciskalam okragle ciastka o srednicy ok.4-5 cm. Odstawilam blachy na ok. 60 minut w temp. pokojowej, zeby obeschly. Po tym czasie delikatnie dotykajac powierzchni bezy powinna byc sucha, jesli sie jeszcze klei, to pozostawic na dluzej.


Piekarnik....jako, ze na warsztatach pieklismy przy 150° 15-20 minut, a w ksiazce mam podane przy 170° 10 minut, to wyposrodkowalam i pieklam przy 160° 15 minut. Piekarnik musi byc nagrzany zanim wstawimy blache.
W tym czasie w piekarniku powinna nam powstac slynna "koronka", ktora charakteryzuje macarons.
Wyjac blache, dac ostygnac 5 minut i po tym czasie powinny nam dac sie odkleic z papieru.

Piekarnik odgrywa olbrzymia role w pieczeniu makaronikow, polecam termometr, bo kazdy piekarnik jest inny i nawet te super maja swoje wahania temperatur i moga wyjsc makaroniki albo za mokre (nie beda odchodzily od papieru) albo za suche (w zbyt wysokiej temp. popeka nam powierzchnia przy pieczeniu).

Na mase zurawinowo-pomaranczowa wymieszac polowe mascarpone z drobno posiekanyma zurawina, skorka i woda pomaranczowa.

Na druga mase  wymieszac pozostala czesc mascarpone z krowkowa masa, imbirem i cynamonem.


Schlodzic obie masy w lodowce.

Macarons delikatnie smarowac stosownymi nadzieniami i skladac.
W puszce mozna je przechowywac do tygodnia.






piątek, 5 października 2012

Pissaladière



........po raz kolejny juz, ale sobie pomyslalam, ze tym razem ponownie zamieszcze te cebulowa tarte na blogu, bo wprawdzie juz tutaj ten przepis byl, ale nie wiem dlaczego i gdzie sie podzialo zdjecie do niego. Poza tym uwazam, ze to typowa jesienna propozycja na kolacje....



Do nadzienia cebulowego zuzylam 1 kg mieszanej (bialej i czerwonej) cebuli ,dlatego jest ciemniejsza niz jesli sie tylko bialej uzyje.

Tutaj jest caly przepis na pissaladière i 2 inne propozycje z wykorzystaniem pate fermente (klik)




czwartek, 24 maja 2012

Blogowe urodziny i makarons........jeszcze nie idealne....

Juz wspominalam, ze makaroniki sa moja mala "zmora" i wyzwaniem.....nie mam pojecia dlaczego akurat one.....jest sporo rzeczy, ktore mi  mniej lub bardziej nie wychodza, ale jakos te male francuskie ciastka zaprzataja moja uwage...Pieklam je kilkakrotnie i kilkakrotnie wychodzily mi po prostu beziki, fakt-byly pyszne, ale beziki-nie makaroniki.....Dopiero biorac udzial w kursie malych francuskich wypiekow udalo sie mi tam je upiec, jak nalezy (relacja i przepis -klik).

Na 4 urodziny bloga (alez ten czas leci.......) postanowilam znowu sprobowac, zrobilam je wedlug przepisu z kursu, niestety znowu nie sa idealne, masa bezowa byla zdecydowanie  za gesta, ale juz wyrazny postep do wczesniejszych moich prob, dlatego postanowilam jednak zamiescic zdjecie nastepnej mojej proby, ktora oczywiscie jeszcze nie jest ostatnia....

Do masy bezowej dalam ciut kakao i zrobilam mietowy krem do przelozenia.

Krem mietowy:

  • 150 g  serka Philadelfia
  • 1 lyzka syropu mietowego 
  • 2 lyzki cukru pudru
  • pare kropel zielonego barwnika spozywczego
skladniki kremu utrzec razem i przekladac gotowe makaroniki.



Pare fotek z wycieczki niedzielnej na Pawia Wyspe ( klik)







poniedziałek, 30 stycznia 2012

Quiche ze szpinakiem,feta i oliwkami

Jakos nie moge wpasc w ten rytm, ale nie zrazam sie i nadal cierpliwie probuje sie wbic w blogowanie,mam nadzieje, ze nie zrazicie sie ta nieregularnoscia.....
Znowu czekaja mnie male zmiany w zyciu, tym razem na plaszczyznie zawodowej....zobaczymy.....Ciesze sie jednakze na kolejny poczatek Czegos.....

Tymczasem zaserwuje cos dobrego do palaszowania na kolacje w domowym zaciszu, ale rowniez jako danie dla gosci na karnawalowy stol....

Te tarte juz wielokrotnie przyrzadzalam, zawsze smakuje niezawodnie i zyskuje wsrod znajomych coraz wieksza aprobate.....



Ciasto:

  • 150 g chudego twarozku
  • 5-6 lyzek oleju slonecznikowego
  • 250 g maki pszennej
  • 1/2 lyzeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 lyzeczki soli
Ciasto wyrobic ,zawinac w folie spozywcza i ok.30 minut schlodzic w lodowce. Okragla forme do tart (26-28 cm), wysmarowac tluszczem (moze byc maslo) i wylozyc rozwalkowanym ciastem.

Jesli nie ma sie czasu, mozna uzyc gotowego ciasta francuskiego.

Farsz:
  • 600 g szpinaku (moze byc mrozony,ale najlepiej w lisciach lub posiekany)
  • 1 cebula
  • 4-5 zabkow czosnku
  • ok.200 g sera Feta
  • czarne oliwki bez pestki
  • kilka plasterkow wedzonego lososia (opcjonalnie)
  • sol, pieprz

Cebule obrac,drobno pokroic i zeszklic na tluszczu. Szpinak rozmrozic na sitku, nastepnie chwile poddusic go w garnku, dodac przecisniety przez praske czosnek ,podsmazona cebulke i doprawic sola i pieprzem. Przestudzic i wylozyc go na ciasto, na wierzch poukladac pokrojona w kosteczke fete i oliwki. Zalac masa jajeczna.

Masa jajeczna:

  • 3 jajka
  • kubeczek gestej kwasnej smietany
  • garsc posiekanej natki pietruszki (opcjonalnie)
  • galka muszkatolowa (ok.1/2 lyzeczki)
  • sol,pieprz

Zmiksowac jajka ze smietana, dodac ewentualnie natke, przyprawic sola,pieprzem i galka muszkatolowa. Delikatnie zalac przygotowane ciasto i piec w uprzednio nagrzanym do 180° piekarniku 40-45 minut. Wierzch nie powinien zbyt sie przypiec.

Podawac na cieplo lub zimno, mi najlepiej quiche zawsze smakuje na drugi dzien.




Smacznego :)


wtorek, 25 października 2011

Quiche z dynia,cukinia i camembertem


Czy mozna byc zmeczonym przyjemnosciami??????????
Myslalam, ze nie, a jednak..... jestem zmeczona ostatnimi czestymi wyjazdami, nie jestem przyzwyczajona, jestem raczej typem osadnika niz nomada......choc podroze lubie oczywiscie....
Mimo, ze wszystkie moje wyjazdy do Polski w ciagu ostatnich trzech tygodni wiazaly sie tylko z przyjemnosciami i byly naprawde relaksujace i wypoczynkowe, to czuje w glowie przesyt....chaos i pewnego rodzaju zmeczenie.....
Nasza tegoroczna Zlota Pani Jesien, ktora wyjatkowo nas rozpieszcza duzymi dawkami slonca i pieknymi kolorami na drzewach jednak jest zawsze tym czynnikiem powodujacym poczatki zimowych depresji.....ciemne poranki i szybko nadchodzace wieczory nie wplywaja pozytywnie na nasze organizmy, co i ja wlasnie odczuwam, ale nic to......trzeba wziasc sie w garsc i w ramach przezwyciezenia nastrojow upiec sloneczna tarte na przyklad......

Quiche jest moja radosna tworczoscia z wykorzystaniem ostatnich kwiatow cukinii, ktore mialam na balkonie, ale musze Wam powiedziec, ze nie oplaca sie juz wysiewac cukinii poznym latem (ja to w sierpniu zrobilam po raz drugi w tym roku), bo mimo, ze zakwitly, to jednak te kwiaty byly duzo mniej okazale, jak te wiosenne......

Bledem, jaki zrobilam, co tez na zdjeciu widac, to to, ze dalam je na wierzch na poczatku pieczenia i najzwyczajniej sie delikatnie powidziawszy spiekly troche bardzo .......za bardzo........ smakowaly, jak chipsy...
Do pieczenia wykorzystalam kupne ciasto francuskie, ktore tu mozna swieze kupic w sklepach.
Czasem na szybko korzystam z tego dobrodziejstwa.....


Skladniki na forme o sr. 28 cm:

  • opakowanie swiezego gotowego ciasta francuskiego (mozna kupic mrozone lub wykonac calosc na ciescie polkruchym lub twarogowym)
  • 1-2 cukinie (umyc i pokroic w plastry)
  • ok. polowy dyni Hokkaido (pokroic w polkrazki)
  • 100-150 g sera typu Camembert
  • 150 -200 g boczku wedzonego lub innej wedzonki (jesli pominiemy,to bedziemy miec wegetarianska wersje quicha)
  • 1 cebula
  • 2 jajka
  • 200 g smietany
  • pol peczka posiekanej natki pietruszki
  • sol, pieprz, odrobina chili
  • dodatkowo kilka kwiatow cukinii (delikatnie wyczyscic i wyciac preciki kwiatowe ze srodka)
Ciasto w razie potrzeby lekko rozciagnac, zeby dopasowac do formy, wylepic nim natluszczona forme.
Wedzonke i cebulke pokroic i przesmazyc na odrobinie oleju, wylac na ciasto, nastepnie dekoracyjnie i naprzemiennie poukladac plastry dyni i cukinii.
Zmiksowac smietanke z jajkami i pietruszka, doprawic i zalac calosc,a na koncu poukladac na tarcie kawaleczki sera.
Na wierzchu poukladac kwiaty cukinii, ale zdecydowanie dopiero pod koniec pieczenia.
Piec w uprzednio nagrzanym do 180° piekarniku ok.45 minut.

Smacznego :)


Polecam rowniez swoje inne dyniowe propozycje :)

Quiche z dynia i serem Roquefort
Dyniowe gnocci z szalwiowym maslem
czy prezentowane niedawno Wan-tan z dynia i Ricotta
lub moze zapiekane male dynie z ragout

Na koniec slowko sprostowania do mojego niedawno zamieszczanego przepisu na zapiekane dynie Gorgonzola .W tej propozycji oswajalam tylko ziarna quinoa, dynie mam bardzo dobrze "oswojone" od co najmniej lat 9, kiedy to moja corka chodzila jeszcze do przedszkola i wowczas mialysmy pierwsze spotkania z dynia w postaci zupy dyniowej, ktore tez w sumie wczesniej prezentowalam tutaj i tutaj.

I naturalnie z ta propozycja chcialabym dolaczyc do Festiwalu Dyniowego Bei :) :)

niedziela, 25 września 2011

Macarons.........po raz trzeci


....a tak naprawde po raz pierwszy.....Tak.........to moje trzecie podejscie do pieczenia makaronikow, dwie poprzednie proby byly nieudane, tzn. wyszly bardzo smaczne beziki, ale makaronikami juz tego nie mozna bylo nazwac i dlatego w tym celu zapisalam sie niedawno na kurs pieczenia ich.
Kursy tego typu oferuje jedyna w tej chwili taka szkolka pieczenia w Berlinie (sa kursy gotowania, ale pieczenia niestety nie). Prowadzi ja bardzo sympatyczna pani Beate Schulz, szkola nazywa sie Charlotte i miesci sie niedaleko zamku Charlottenburg. Ostatni termin niestety mi przepadl z powodu zbyt duzej ilosci zgloszen, ale pani obiecala, ze dlatego wlasnie zrobi dodatkowy, slowa dotrzymala i wczoraj po poludniu spedzilam ponad trzy godzinki w sympatycznym towarzystwie na pieczeniu "malych smakolykow z Francji"- tak brzmialo motto tego kursu i w programie bylo pieczenie mini-eklerkow, mini-brioche i macarons, co mnie w sumie najbardziej interesowalo......


Pani Beate jest na pewno kompetentna i bardzo cierpliwa nauczycielka, w kursach bierze udzial przewaznie 5-6 osob, wszystkie czynnosci sie niejako razem wykonuje lub na zmiane, jesli chodzi o wyciskanie jakichkolwiek mas na blache czy formowanie czegokolwiek.
Szkolka ma w swojej ofercie rozne tematy, jak pieczenia tart, zdobienie tortow, w adwencie pieczenie stolli, ciasteczek, czy dwudniowy kurs robienia pralinek. Kazdy miesiac ma jeden tematyczny kurs, np. francuskie wypieki wlasnie, w listopadzie wloskie lub w styczniu tematem miesiaca bada wypieki z cytrusami.


Na pewno jest to bardzo ciekawa oferta przede wszystkim dla poczatkujacych cukiernikow, jakich wczoraj wlasnie moglam na tym kursie zaobserwowac.
Na poczatku kazdy dostal kartke z przepisami i dlugopis do reki, aby mogl prowadzic wlasne uwagi do kazdego z przepisow, nastepnie zabralismy sie do pracy, czyli najpierw odwazenie skladnikow na brioche, ktore potrzebowaly najwiecej czasu- wyrabianie ciasta i czas wyrastania. Nastepnie przygotowalismy krem waniliowy do eklerkow i kremy mocca i czekoladowy do makaronikow.
Jedyna krytyczna uwage mialam do przygotowania nadzienia morelowego i truskawkowego do makaronikow, bo pani przygotowala je wczesniej i nawet nie jest podane w przepisie, co to jest , z czego i jak przyrzadzane. Wiadomo, ze mozna samemu poczytac w internecie i sie dowiedziec, ale to jedno male niedociagniecie niezbyt mi sie podobalo, gdy gotowa mase-konfiture musielismy wziasc do reki i nadziewac nimi makaroniki.......no coz......


Makaroniki.....................tja................. tyle sie na blogach o ich przyrzadzaniu naczytalam, ze balam sie za nie zabierac, tym bardziej, ze wydawalo mi sie, ze dwa razy robilam wszystko poprawnie, a i tak mi nie wyszly, wiec podchodzilam do nich, jak pies do jeza i z wielkim nabozenstwem......
Jakiez bylo moje zdziwienie, jak po odwazeniu skladnikow nie nastapilo nic takiego, jak przesianie mielonych migdalow, czy odstawienie blachy z makaronikami do przeschniecia zanim sie je wstawi do pieca......
Bialka byly naprawde dosc dlugo ubijane, potem wsypana zostala czesc cukru pudru, chwilke przemiksowane i ostatecznie zostaly wmieszane migdaly (ze sie tak wyraze- chamsko grubo mielone) z nastepna czescia cukru pudru....
Czesc masy zostala zafarbowana (paroma kroplami czerwonego farbnika spozywczego lub paroma kroplami syropu mocca i czekoladowe otrzymaly ciut kakao) , napelnione zostaly rekawy cukiernicze i wyciskalismy mase na blachy wylozone papierem do pieczenia.
Zadnej poboznosci....zadnego "modlenia sie" nad ich przyrzadzaniem.........czyzbym sie mylila i tylko po prostu nie chcialy mi w domu wyjsc jak nalezy????? zloscliwosc rzeczy spozywczych???? nie wiem......ale sie przekonam, bo kurs kursem, ale wkrotce powtorze pieczenie ich znowu w warunkach domowych u siebie, no i wtedy zobaczymy......
Na razie mam niesamowita satysfakcje, ze nam wyszly, nie moge sie napatrzyc na nie, mimo, ze wiele z nich ma rozne ksztalty, to jak dla mnie wyszly idealnie.....



Skladniki:

Makaroniki:
  • 90 g bialek
  • 80 g cukru pudru
  • 90 g mielonych migdalow
  • 145 g cukru pudru
Bialka ubic na sztywna piane, dosypac po troche te mniejsza czesc cukru pudru, zmiksowac. Nastepnie po troche wsypywac cukier puder z tej wiekszej czesci i mielone migdaly i delikatnie mieszac z piana.Wlac do rekawa cukierniczego i wyciskac nieduze kleksy masy na wylozona papierem do pieczenia lub mata silikonowa blache.
Piec w 150° ok. 15- 20 minut przy uchylonych drzwiczkach piekarnika.
** Napisalam tak, jak rzeczywiscie wczoraj je robilismy i ze to wcale tak strasznie skomplikowanie nie wygladalo, ale jak wspomnialam, jestem ciekawa, jak te same czynnosci wyjda mi podczas proby w mojej kuchni......

P.S. pani miala bialka z kartonika (dzieki za uwage Szarlotku) , wiec moze tu lezy tajemnica makaronikow?????


Krem czekoladowy:
  • 75 g smietanki
  • 75 g ciemnej czekolady (uzywalismy 63%)
Smietanke zagotowac, zdjac z pieca i wsypac posiekana czekolade, rozmieszac.
Krem mocca:
  • 35 g smietanki
  • 1/2- 1 lyzeczki kawy rozpuszczalnej
  • 140 g bialej czekolady
Smietanke zagotowac z kawa, zdjac z ognia, wsypac posiekana biala czekolade i dobrze rozmieszac- sama sie rozpusci w goracej smietance.



Gotowe makaroniki przekladac kremami.
Kremy- masy morelowa i truskawkowa wygladaly mi na troche zageszczone konfitury po prostu.


Przepraszam za ilosc i jakosc fotek, nie moglam sie oprzec, ale oswietlenie tam pozostawialo wiele do zyczenia.....

Acha....jeszcze jedno......kazdy uczestnik kursu dostal ladny dyplom :) :)

niedziela, 4 września 2011

Pozegnanie...Francja...Lawenda...Crème brûlée...



....fruuuuuuuuuuuuu................................no i poleciala dzisiaj rano moja Duza Dziewczynka do Francji na 10-dniowa wymiane uczniowska ze szkoly. Beda przebywac w nieduzej miejscowosci niedaleko Bordeaux i mam nadzieje, ze zarowno pobyt w rodzinie francuskiej, jak i program calej wycieczki przypadnie jej do gustu i wroci przynajmniej zadowolona. Najbardziej ekscytujacy byl dla niej lot samolotem, bo to pierwszy raz w zyciu........



Cala ta jej podroz obudzila we mnie wspomnienia, bo i moj pierwszy lot byl do Francji i rowniez z przesiadka w Paryzu........Oni sa grupa i bez mozliwosci zwiedzania stolicy, ja sobie natomiast wowczas tak pokombinowalam polaczenia, ze mialam 8 godzin na ekspresowe zwiedzanie Paryza, z butelka wody i przewodnikiem w reku przedreptalam kawalek miasta zaliczajac rzut oka na Katedre Notre Dame, Pola Elizejskie, Luk Triumfalny, Piramide Luwru, ale czas na wjazd na Wieze Eiffla musial byc w 100%.......zreszta bylo to pierwsze, co zrobilam po dotarciu z lotniska do miasta.



Francja kojarzy mi sie przede wszystkim z winnicami, serami i lawenda, sa to pierwsze trzy rzeczy, ktore spontanicznie do glowy mi przychodza, jak mysle o tym kraju.


Wczoraj byl taki w sumie dosc napiety dzien, bo i ostateczne pakowanie, wazenie bagazu, ostatnie zakupy, dwudziestokrotne sprawdzanie, czy ma paszport na pewno w portfelu......

Chcialam na pozegnanie zrobic jej cos , zeby miala taki lekki przedsmak kraju, do ktorego jedzie i wybor moj padl na ten chyba najbardziej popularny francuski deser, a ze w koncu droga kupna nabylam palnik do deserow i Majka calkiem niedawno przedstawila cudnie brzmiaca wersje crème brûlée, to wystarczylo mi tylko zakupic suszona lawende i przystapilam do dzialania w kuchni......
Dokonalam bardzo niewielkich zmian w proporcjach.



Lawendowo- pomaranczowy crème brûlée


Skladniki na 4 porcje:

  • 300 ml smietanki kremowki
  • 240 ml mleka
  • 3 lyzki soku pomaranczowego
  • 1 laska wanilii
  • 2 lyzeczki suszonej lawendy
  • otarta skorka z 1 pomaranczy (najlepiej bio)
  • 50 g cukru
  • 5 zoltek
dodatkowo: 4 lyzeczki brazowego cukru do karamelizowania deseru

Laske wanilii przeciac wzdluz na pol, wyskrobac nozem ziarenka i wszystko wrzucic do garnka z mlekiem i smietanka, dodac sok, skorke pomaranczowa i kwiaty lawendy, calosc zagotowac, ostudzic i pod przykryciem przechowywac przez noc w lodowce, zeby sie smaki wymieszaly.
Nastepnego dnia przecedzic przez sitko, zagotowac. Zoltka wymieszac w misce z cukrem i wlac do nich podgrzana mieszanke mleczno-smietanowa.
Przecedzic do kokilek, ktore nalezy ustawic w wiekszym naczyniu wypelnionym wrzaca woda do 2/3 wysokosci kokilek.
Zapiekac deser przez ok. 40 minut w uprzednio nagrzanym do 150° piekarniku.
Wyjac, wystudzic i przed podaniem najlepiej schlodzic przez kilka godzin w lodowce.
Nastepnie posypac cukrem kazda porcje i skaramelizowac przy pomocy palnika lub w piekarniku przy wlaczonej funkcji grila.





Smacznego :)

***Maju- serdecznie dziekuje....poezja..... :) :) ***

środa, 6 lipca 2011

Cukinia....Kwiaty.....Sery.....Tarta....

Od wczoraj siedze troche nad swoim blogiem, zmieniam go, udoskonalam, pewne zmiany juz widac, jeszcze na pewno bedzie ich troszeczke, bede wdzieczna za komentarze,jak sie Wam podoba nowy wystroj, mile widziane beda rowniez wszelkie slowa krytyki, ktore na pewno przemysle i moze wprowadze w zycie, choc od razu musze sie wytlumaczyc, ze nie mam zielonego pojecia o technicznych aspektach prowadzenia bloga, wiec moze byc, ze nie wszystko bede umiala przedlozyc w praktyce.

Tak notabene bylabym wdzieczna ,jakby ktos lopatologicznie wytlumaczyl mi, jak w naglowku bloga umieszcza sie takie male fotki, jakie wiele osob je ma na swoich blogach.......z gory dziekuje :) :) :)



A teraz chcialabym zaprosic Was na przepszna tarte z nadziewanymi kwiatami cukinii, ktora dzieki zeszlorocznym podpowiedziom Szarlotka (dzieki stokrotne :)) zasialam na swoim prywatnym balkonie po dlugotrwalym i bezowocnym poszukiwaniu kwiatow na targu.
Takie rozwiazanie polecam kazdemu, bo uprawa ta nie zajmuje za duzo miejsca, a mamy swieze i w dosc sporej ilosci kwiaty.

Inspiracji dostarczyla mi Bea i jej blog :) :)




Skladniki na forme o sr. 28 cm :

  • 200 g ciasta francuskiego
  • 8-9 kwiatow cukinii
Farsz:
  • 50 g ricotty
  • 50 g kremowego koziego serka
  • 50 g fety
  • 1 zoltko
  • 1-2 lyzki tartego parmezanu
  • 3/4 lyzki posiekanej natki
  • kilka listkow bazylii
  • garsc posiekanych orzechow wloskich
  • sol, pieprz
Masa serowo-jajeczna :
  • 3 lyzki ricotty
  • 2 jajka
  • 2-3 lyzki tartego parmezanu + ok.2 lyzek do posypania tarty
  • 50 ml slodkiej smietanki
  • garsc lisci bazylii
  • sol, pieprz
  • garsc posiekanych orzechow wloskich
Ciastem wylozyc natluszczona foremke, wylozyc na wierzch papierem do pieczenia, obciazyc fasola lub grochem i podpiec ok.15 minut w 200°, przesudzic.

Kwiaty cukinii bardzo delikatnie oplukac, osuszyc i ostroznie otworzywszy usunac preciki kwiatowe.
Orzechy podprazyc na suchej patelni,odstawic.
Skladniki farszu dokladnie utrzec,dodac orzechy,doprawic, wymieszac i napelniac delikatnie kwiaty. Mozna to robic mala lyzeczka lub za pomoca rekawa cukierniczego.
Kwiaty ukladac na podpieczonym spodzie tarty i zalac je wymieszana masa serowo-jajeczna. Posypac uprazonymi orzechami i posypac parmezanem.
Piec w nagrzanym do 200° piekarniku przez ok. 30 minut.



Smacznego :)

Moja mala uprawa na balkonie :)

piątek, 22 października 2010

Quiche z dynia i roquefort





No i nastala w koncu pora na dyniowe przysmaki :) :) ,tzn.czas na nia trwa cala jesien oczywiscie,bo bardzo lubie wszelkie fajne propozycje z jej dodatkiem i w sumie sporo jej uzywam jesienia,a i zima w kuchni,ale dzis zaczyna sie Festiwal Dyni organizowany przez Bee ,wiec z mila checia dolaczam do zabawy i zaczynam pysznym quichem z udzialem dyni :)
Przepis pochodzi z czasopisma Brigitte, gdzie wiele juz fajnych recept odkrylam.




Skladniki na forme o sr. 28 cm :

Ciasto:
  • 250 g maki
  • 125 g zimnego masla
  • 1 jajko
  • 1/2 lyzeczki soli
  • ok. 5 lyzek wody
  • tluszcz do wysmarowania formy
Nadzienie:
  • 700 g dyni Hokkaido
  • 2 galazki rozmarynu
  • 2 zabki czosnku
  • 5 lyzek oliwy z oliwek
  • 1/2 lyzeczki soli morskiej
  • 3 jajka
  • 150 g slodkiej smietany
  • 150 ml mleka
  • 125 g sera Roquefort (moze byc tez np. Gorgonzola)
  • peczek posiekanej natki pietruszki
  • swiezo mielony pieprz
Make przesiac,wkroic maslo w kawaleczkach,doadc jajko,wode,sol i szybko zagniesc gladkie ciasto,ktore wstawic nalezy na ok. 2 godziny do lodowki.
Po tym czasie ciasto rozwalkowac,wylepic nim natluszczona forme do tart,obciac wystajace brzegi,ponakluwac widelcem,wylozyc na wierzchu papierem do pieczenia i wysypac to warstwa suchego grochu czy fasoli,zeby obciazyc ciasto i podpiec ok.25 minut w nagrzanym do 200° piekarniku (termoobieg 180°).
W miedzyczasie mozna przygotowywac juz dynie do nadzienia,w tym celu nalezy ja umyc,wytrzec i pokroic w cienkie polplastry i ulozyc na blasze(w przepisie jest napisane,ze nalezy ja obrac,czego osobiscie nie zrobilam,bo nigdy Hokkaido nie obieram-tak,ze wybor nalezy do kazdego indywidualnie).Czosnek obrac,przecisnac przez praske lub drobno posiekac,rozmaryn umyc ,poobrywac igielki,posiekac drobno i wymieszac razem z oliwa,czosnkiem i sola i posmarowac przygotowane czastki dyni,podpiec ok.25 minut w nagrzanym piekarniku,nastepnie wyjac i poukladac je na podpieczonym spodzie.
Jajka zmiksowac ze smietana i mlekiem ,przyprawic sola i pieprzem i zalac tym przygotowany quiche.
Ser pokruszyc na wierzch ,posypac wszystko posiekana natka i zapiekac calosc ok.25 minut.
Quiche smakuje zarowno na cieplo ,jak i na zimno,a na drugi dzien chyba jest najlepszy :)



Smacznego :)