niedziela, 23 lutego 2014

Paczki karnawalowe z roza

Tlusty Czwartek przypada w niedziele....ale tylko pewnie u mnie, a to tylko z braku czasu w czwartek na smazenie paczkow...Poza tym polecam kazdemu, kto ma zamiar je w czwartek smazyc.
Jest to drugi przepis na paczki, ktory wyprobowuje.
Tym razem mam go wraz ze sloiczkiem rozy do nich od Moniki :) dziekuje przeslicznie Monis i za jedno i za drugie- roza jest idealna po prostu i ciesze sie, ze tylko ja ja w moim domu do paczkow lubie :) :)

W zeszlym roku smazylam je wg przepisu ze starego wydania Kuchni Polskiej (klik)
Monika podala mi proporcje na najlepsze jej zdaniem ciasto paczkowe i rzeczywiscie, nie dosc, ze proste w wykonaniu, to rzeczywiscie rewelacyjne w smaku, delikatne, lekkie, puszyste....po prostu super!!!





Skladniki na ok. 22 sztuki:

  • 500 g maki (np. luksusowej)
  • 30 g swiezych drozdzy
  • 6 zoltek
  • 100 g miekkiego masla
  • 80 g cukru pudru
  • 1 szkl. mleka
  • skorka otarta z 1 bio-cytryny 
  • odrobina rumu (ja wlalam lyzke octu)
  • tluszcz do smazenia
  • konfitura z rozy czy jakakolwiek inna
  • cukier puder do posypania lub/i lukier


Zrobic zaczyn z drozdzy (rozkruszyc je do miseczki, posypac lyzeczka cukru, wymieszac z 2 lyzkami letniego mleka, opruszyc maka), odstawic do wyrosniecia.
Zoltka ubic z cukrem na kremowa mase, nastepnie dodac przesiana make, miekkie maslo, zaczyn z drozdzy, sorke z cytryny, letnie mleko i rum (ew. ocet). Dobrze wyrobic, odstawic w cieple miejsce do wyrosniecia, musi podwoic swoja objetosc.
Z wyrosnietego ciasta formowac kulki po ok. 50 g (dobrze jest uzyc do tego celu wagi, zeby wszystkie paczki byly jednakowej wielkosci).Odlozyc uformowane paczki na opruszona maka sciereczke do ponownego wyrosniecia- powinny ponownie podwoic swoja objetosc.
Smazyc po ok. 2 minuty z kazdej strony w tluszczu o temp. 180-190°.
Jesli konfitura jest bardzo gesta, to mozna od razu formowac paczki z konfitura w srodku, jesli mamy malo stezony dzem lub galaretke, to po usmazeniu szprycujemy go do srodka za pomoca rekawa cukierniczego z odpowiednia koncowka.




Smacznego!!!

czwartek, 20 lutego 2014

Czekoladowe Jaffa Cakes,

czyli po polsku  znane nam wszystkim delicje, tym razem w wersji czekoladowej, bo jak niektorzy wiedza- trwa Czekoladowy Tydzien u Bei i nie moglam go, a tym bardziej panujacej nam milosciwie i troche odswietnie Czekolady pominac milczeniem. 
Kiedys za czekolada nie przepadalam, jak zreszta za wszytkimi slodkosciami, mialam faze w moim zyciu- okolo 13-15 letnia (calkiem niedawno zreszta), gdy nie jadlam zadnych deserow, lodow, czekolad, czasem zrobilam wyjatek w gosciach dla pieczonego przez Gospodynie ciasta, ale to bylo tak naprawde z grzecznosci bardziej niz z potrzeby sprobowania...
Te faze od jakichs 5 lat mam za soba, w tej chwili slodkie znowu lubie i cenie sobie, ale tez te raczej wylacznie wlasnych produkcji. 
Czekolady sama nie podejmuje sie produkowac, lubie te dobre kupione i z duza zawartoscia kakao, jedna z najsmaczniejszych dla mnie jest miedzy innymi z calymi orzechami laskowymi...
Nie lubie bialej czekolady, ktora w zasadzie czekolada nie jest, czasem uzywam jej do wypiekow- polecam rewelacyjny sernik z biala czekolada, ktorym czasem zgrzesze lub swietny jagodowy sernik z polewa z bialej czekolady- sa przepyszne, nawet gdy sie bialej czekolady nie lubi :) 
Nie darze tez szczegolnie sympatia  mlecznej czekolady izeby siegnac po nia, to musi mnie naprawde przycisnac, za to dobra gorzka czekolada jest niezastapiona...

Kupilam ostatnio czasopismo "Jamie" z jego najlepszymi przepisami 2013, uwielbiam go za prostote i zarazem genialnosc wykonywanych dan.... szybko i smacznie. W tym wlasnie wydaniu sa miedzy innymi te ciastka, ktore nieco zmodyfikowalam, bo za malo mi bylo czekolady tylko w formie polewy.





Skladniki na 24 sztuki:
  • 1 jajko
  • 50 g drobnego cukru
  • 65 g przesianej maki pszennej
  • 1 lyzka gorzkiego kakao*
  • 1/4 lyzeczki proszku do pieczenia
  • 1 lyzka mleka*
  • maslo do smarowania foremek
ponadto:
  • 250 g dowolnego dzemu ( u mnie dyniowo-brzoskwiniowy i z czarnej porzeczki, ale mozna z powodzeniem jakiejsc owocowej galaretki uzyc)
  • 150 g gorzkiej czekolady (70%)
  • skorka starta z polowy niepryskanej pomaranczy
  • 1 lyzka oleju
Jajko ubic z cukrem na puszysta mase, dodac przesiana make z kakao i proszkiem do pieczenia, mleko.
Foremke do muffinow wysmarowac maslem, wlac po ok. 1 lyzce ciasta w przygotowane foremki, piec ok. 10 minut w uprzednio nagrzanym do 190° piekarniku. Wyjac, wystudzic i nastepnie przekroic kazde ciastko na pol, zeby powstaly 2 czesci.
Na kazdym ciastu polozyc kleks dzemu.
W kapieli wodnej (miseczke najlepiej metalowa umiescic w ganuszku, w ktorym na dnie jest troche wody i tak podgrzewac) rozpuscic czekolade razem ze skorka pomaranczowa.. Gdy sie rozpusci dodac olej, wymieszac i oblewac ciastka, zostawic do zastygniecia.



Smacznego!!!

* jesli chcemy miec tradycyjne jasne delicje, nalezy pominac kakao i mleko.


poniedziałek, 17 lutego 2014

Skandynawskie rozetki na karnawal

Te niesamowicie pyszne ciastka smazy sie w Skandynawii w okresie Swiat Bozego Narodzenia. Taka maja tradycja, choc nie wiem, czy  stamtad wlasnie ona przyszla do Polski, bo jako dziecko dobrze pamietam, jak moja Babcia takie ciastka smazyla, a kontaktow ze Skandynawia nie pamietam ;)
W kazdym badz razie znalam je jako dziecko, pozniej wyjechalam z Polski, zapomnialam o nich, a i pewnie foremka gdzies zaginela...
Niedawno Monika przypomniala ja na Facebooku i tak jak zapomnialam o tych ciastkach przez lata, tak mi sie ich zachcialo.....dokonalam zakupu foremek i wczoraj stalam i smazylam....sa pyszne, leciutkie, chrupiace, malo slodkie- jak dla mnie lepsze od faworkow, ale za faworkami i tak nigdy nie przepadalam, za to te ciasteczka bede na pewno czesciej robila i nie tylko przy okazji karnawalu :)
Latem na przyklad beda genialnie smakowac z zimna bita smietana i swiezymi owocami....ale poki co, to polecam je posypane cukrem pudrem.




Skladniki na ok. 60 sztuk:

  • 1 szkl. maki pszennej
  • 1 szkl. mleka
  • 2 cale jajka
  • 1 lyzeczka cukru (max. 2)
  • 1 lyzeczka cukru waniliowego
  • szczypta soli
  • 1 lyzka maki ziemniaczanej
  • pare kropel cytrynowego aromatu
  • olej do smazenia
Skladniki na ciasto dokladnie zmiksowac, wstawic do lodowki na 30-40 minut.
Rozgrzac olej w garnku, nastepnie wlozyc na chwile i rozgrzac w tluszczu foremke, ktora zanurzamy w ciescie ostroznie, zeby nie zamoczyc jej calej- inaczej ciastka nam "nie zejda" z foremki.
Smazyc kilka minut do zezlocenia, nieraz ciastka sie w momencie smazenia same zsuwaja z foremki-te wyjmujemy cedzakowa lyzka lub widelcem), czasem dopiero po wyjeciu lekko trzeba je  ruszyc, zeby sie zsunely. 
Wazne jest, zeby foremka byla zawsze goraca i zeby jej nie zanurzac calej w ciescie. 
Ciasto nalezy od czasu do czasu zamieszac, bo maka ziemniaczana sie osadza na dnie.
Usmazone rozetki ukladamy na talerzu wylozonym recznikiem papierowym, zeby odsaczyc nadmiar tluszczu.
Po wystygnieciu opruszyc cukrem pudrem lub jak pisalam podawac z bita smietana i owocami.




Smacznego!!!!

sobota, 8 lutego 2014

Bagietki z kozim serem, rozmarynem i czerwona cebulka

Chyba po raz pierwszy wzielam udzial w Ezoterycznym spotkaniu przy piekarniku organizowanym przez Gosie.
Jeszcze nigdy nie pieklam bagietek, a w sumie od dluzszego czasu planowalam juz je w koncu upiec i jako, ze tematem dzisiejszego wypiekania byly wlasnie bagietki z przepisu Tatter, to z mila checia podjelam wyzwanie.
Na pewno nie sa idealne, ale sa bardzo smaczne, a o to chodzilo, nie spodziewalam sie, ze wyjda, jak z piekarni, ale jak na pierwszy raz- jestem zadowolona.
                         


Skladniki na 4-6 bagietek:

Pate fermente:

  • 300 g pszennej maki chlebowej
  • 195 g wody
  • 1 lyzeczka soli
  • nieco ponad 1/2 g swiezych drozdzy lub 1/8 lyzeczki suchych
Wode wlac do miski, wsypac, ewentualnie wkruszyc drozdze, rozmieszac i dodac make z sola. Wymieszac do polaczenia skladniko, przykryc folia spozywcza i odstawic w cieple miejsce na 12-16 godzin w temp. 21°.

Ciasto wlasciwe:
  • 550 g maki pszennej chlebowej
  • 150 g maki pszennej pelnoziarnistej
  • 415 g wody
  • 18 g soli
  • 15 g swiezych lub 1 1/2 lyzeczki suchych drozdzy
  • cale pate fermente
Dodatki:
  • 150 g koziego sera pokrojonego w kosteczke (ja mialam typu camembert z kminkiem)
  • 90 g drobno posiekanej czerwonej cebulki, podsmazonej na masle, ostudzonej i odsaczonej
  • 10 g posiekanego swiezego rozmarynu
Do miski wlozyc wszystkie skladniki za wyjatkiem przygotowanych dodatkow i zaczynu.
Lekko zmiksowac i wylozyc ciasto na stolnice, zagniatac ok. 10 minut dodajac po kawalku pate fermente, dodac przygotowane wczesniej dodatki i wyrabiac ciasto az nie zostana rownomiernie wymieszane w ciescie.
Wlozyc ciasto do miski i odstawic w cieple miejsce -23° na 1 1/2 godziny, po 45 minutach zlozyc ciasto.
Nastepnie podzielic ciasto na 4-6 czesci, uformowac kule i odstawic je przykryte ok. 20 minut.
Po uplywie tego czasu uformowac bagietki i zlaczeniami w gore ulozyc pomiedza faldami plotna.
Odstawic do wyrosniecia na 1 1/4 godziny szczelnie przykryte sciereczka.
Przelozyc na rozgrzany kamien lub blache i piec w nagrzanym do 240° piekarniku przez 20 minut, nastepnie zmniejszyc temperature do 220° i piec kolejne 10-15 minut.




Przepis Tatter jest oparty na przepisach z ksiazki J.Hamelmana "Chleb"

Bardzo milo sie pieklo razem  :) dziekuje serdecznie i na pewno nieraz jeszcze dolacze do takiego wspolnego piekarnikowego spotkania :)


Ze mna piekly rowniez :

*Gosia ze Smakow Alzacji *Joanna z Rozowej kuchni *Karolina z bloga Kresowa Panienka  *Dorota - Moje male czarowanie *Marghe- Po prostu Marghe  *Olimpa - Pomyslowe Pieczenie *Iwona- Iwka w Kuchn *Dobrawa - Bona Apetita *Justyna - Mama i pomocnicy *Lucja- Fabryka kulinarnych inspiracji


niedziela, 2 lutego 2014

Rainbowcake, czyli gra w kolory w ponure dni

Zapraszam i polecam do zrobienia, bo w takie szaro-bure dni, jakie teraz za oknami nadal nam panuja, to ta feeria kolorow dobrze wplywa na stan duszy :)
Ciasto wbrew pozorom nie jest skomplikowane do zrobienia, jest na pewno czasochlonne i wymagajace sporo miejsca na stygniecie poszczegolnych blatow, ale w zasadzie to wszystko.
Moja wersja jest w formie ciasta, a nie tortu, jakie mozna podziwiac w necie i na wielu tez blogach, u mnie rowniez nastepnym razem wystapi jako klasyczny tort, ale poki co to zapraszam na ciasto teczowe dla poprawy humoru zarowno dla dzieci jak i doroslych :)
Przewaznie nie operuje sztucznymi barwnikami spozywczymi, ale kilka kupilam jakis czas temu na potrzeby makaronikow i tez w sumie z radoscia ich uzylam akurat do tego ciasta, bo nie ma osoby, ktora sie na jego widok nie usmiechnie, a wiec....do dziela :)






Skladniki na blache prostokatna 36 x 24 cm:

  • 450 g miekkiego masla
  • 360 g drobnego cukru
  • 4 cale jajka
  • 5 bialek
  • 200 g mielonych migdalow
  • 550 g pszennej maki
  • 8 plaskich lyzeczek proszku do pieczenia
  • 3 lyzeczki ekstraktu z wanilii
  • skorka otarta z 1 niewoskowanej cytryny
  • 1/2 lyzeczki soli
  • 580 g mleka
  • 180 g kuwetrury z gorzkiej czekolady (jesli ciasto jest robione zdecydowanie dla dzieci, mozna uzyc mlecznej lub bialej)
Maslo utrzec na kremowa mase, dodawac stopniowo cukier caly czas ucierajac mikserem, nastepnie dodawac kolejno po jednym jajku i bialku 1-2 minuty miksujac pomiedzy nastepnym dodaniem.

Make przesiac razem z proszkiem do pieczenia i sola,wymieszac z migdalami, dodawac stopniowo i na zmiane z mlekiem do ciasta caly czas miksujac na srednich obrotach.

Na koncu dodac ekstrakt z wanilii i skorke z cytryny.

Gotowe ciasto zwazyc i podzielic do miseczek na 6 czesci- jest to dosc istotne, bo tym samym uzyskamy tak samo wygladajace blaty ciasta.

Do poszczegolnych miseczek dodac barwniki i dokladnie wymieszac. Nalezy przy tym pamietac, zeby ciasto w miseczkach nie bylo zbyt intensywnie zafarbowane, bo po upieczeniu ciasto  bedzie ciemniejsze, niz plynne.

Najlepiej uzywac barwnikow w zelu lub proszku i jesli nie mamy wszystkich kolorow, to polecam mieszanie, zeby uzyskac takie, ktorych nie ma w podstawowej palecie- pomaranczowy uzyskamy mieszajac zolty z czerwonym, fioletowy uzyskamy mieszajac niebieski z czerwonym. Zawsze nalezy mieszac ostroznie kolory i po kilka kropel, zeby nie zrobic od razu zbyt intensywnego.

Blache wylozyc papierem do pieczenia, wylac ciasto, wygladzic i piec w 180° 12-15 minut (do suchego patyczka) i tak upiec wszystkie 6 blatow.
Ja po kolejnym pieczeniu po prostu sciagalam delikatnie papier z ciastem na blat i szykowalam kolejna partie do pieca, w ten sposob dosc szybko sie caly proces pieczenia odbyl.

Krem przygotowalam na bazie bitej smietany i mascarpone, lubie ten krem i czesto do roznych wypiekow go robie, nie przepadam za maslanymi kremami.

Krem z bitej smietany :
  • 600 ml dobrze schlodzonej smietanki kremowki
  • 300 g serka mascarpone
  • 1 op. cukru waniliowego z wanilia (jesli mamy tylko wanilinowy, to nalezy dodac 2 op.)
  • 1/2 szklanki cukru pudru (moze byc naturalnie wiecej, w zaleznosci, jak krem ma byc slodki-polecam podczas miksowania probowac i dopasowac do swojego smaku)
  • sok z 1 cytryny
Smietane ubic, dodajac pod koniec serek, cukier puder, cukier waniliowy i sok z cytryny.

Blaty po kolei przekladac kremem, boki mozna tez posmarowac,a na wierzch wylac roztopniona w kapieli wodnej czekolade. Ja plynna czekolade przelalam do woreczka, w ktorym ucielam maly rozek i na ciescie zrobilam "esy-floresy"- mysle, ze wyglada tak atrakcyjniej.

W wersji orginalnej tort jest z wierzchu rowniez tym samym kremem pokryty i kolorowo udekorowany (w tym celu nalezy zwiekszyc ilosc smietanki do kremu o jakies 200-250 ml), jak tez zrobie to nastepnym razem, ale tym razem czekolada super spelnila swoje zadanie.



Smacznego :)


środa, 29 stycznia 2014

Czarna quinoa, granat i feta...... zimowa salatka

Zdaje sobie sprawe, ze srodek zimy jest malo korzystny na przyrzadzanie salatek, ale jednak goraco namawiam do wyprobowania tej, ktora dzis zrobilam.

Lubie majac nieco wiecej wolnego czasu przechodzic bardzo wolniutko miedzy regalami w sklepach ekologicznych w poszukiwaniu czegos nowego lub znanego tylko z nazwy. Sklepy ekologiczne w Niemczech sa bardzo czesto ogromniaste, wiec i mozliwosci odkrywcze sa spore.

Wczoraj wpadla mi w rece paczuszka z ziarnami czarnej quinoa, ktorej podobno (tak pisze na opakowaniu) uprawia sie bardzo niewiele i wysoko w gorach.
Na opakowaniu byl wydrukowany przykladowy przepis na prosta salatke, ktora byla wprawdzie z uzyciem arbuza, a wiec zdecydowanie letnia, ale nie zniechecilo mnie to i stworzylam wersje zimowa takiej salatki.

Czarna quinoa po ugotowaniu przypomina w smaku nieco dobry mak, ma podobnej wielkosci ziarenka (mniejsze od zwyklej komosy) i  lekko orzechowy posmak.



Skladniki:

  • 200 g czarnej komosy
  • 1 nieduzy owoc granatu
  • 1 gruszka
  • 1/2 dojrzalego ananasa
  • 1/2 papryczki chili (bez pestek)
  • 200 g sera feta (mialam bulgarski)
  • peczek rukoli
  • 10 lyzek oleju slonecznikowego
  • 2 lyzki syropu z agawy
  • sok z 1 limetki
  • 1 lyzka bialego octu balsamicznego
  • sol, pieprz
Ugotowac quinoa w osolonej wodzie (ok. 15-20 minut), odcedzic i jeszcze ciepla wymieszac z wczesniej przygotowanym dressingiem (wymieszac olej, ocet, sok z limetki, syrop z agawy i dosmakowac to sola i swiezo mielonym pieprzem).
Rukole umyc, osuszyc i poukladac na talerzach.
Ananasa obrac i pokroic na czastki. Gruszke umyc i rowniez pokroic na male kawalki, z granatu powybierac ziarna, wymieszac owoce z quinoa, dodac posiekana chili, wylozyc na talerze i pokruszyc na wierzch fete.







Smacznego :)

czwartek, 23 stycznia 2014

Wroclaw - warsztaty z Paulina i Sylwia




Juz jakis czas temu zapisalam sie na warsztaty fotografii kulinarnej do Wroclawia organizowane przez Pauline Kolondre i Sylwie Muche.
Strasznie sie cieszylam z tej mozliwosci, zarowno odwiedzenia po ladnych paru latach ukochanego Wroclawia, jak i poznania nowych ludzi i nie ukrywam, ze mialam nadzieje nauczenia sie paru trickow dotyczacych stylizacji jak i samej fotografii. Jestem nadal wielkim laikiem w tej kwestii, powoli i mozolnie "oswiecaja" mnie kolejne tajniki aparatu i jego mozliwosci. Pewne jest, ze jakbym poswiecala tej czynnosci wiecej czasu, a juz na pewno powiedzmy  godzinke dziennie na cwiczenia i proby, to bylabym jeszcze kroczek dalej, no, ale nic to...



Przychodzac pod wskazany adres czekaly na nas procz Organizatorek i bardzo milego, pomocnego meza Pauliny male paczuszki z logo Aparatu Kuchennego z niespodzianka w srodku na pamiatke spotkania :)

Dziekuje ....




Spotkanie wypadlo niesamowicie sympatycznie, poznalam fajnych ludzi, paru  z nich prowadzi swoje blogi (szczegolowa relacje lacznie z linkami do blogow przedstawily u siebie Paulina i Sylwia), w trakcie dnia procz wielu teoretycznych wskazowek i ciekawostek dotyczacych stylizacji, kadrowania, oswietlenia i samego fotografowania dostalismy kilka zadan do wykonania, a ze w tym dniu panowaly prawie ciemnosci za oknem (dzien wczesniej byla cudowna pogoda we Wroclawiu), to mielismy nie lada wyzwanie.....



Po przepysznym i sytym lunchu w restauracji o mrocznej nazwie Karavan (nie mylic z  karawana) pracowalimy ze sztucznym oswietleniem z czego sie troche ucieszylam, bo troche mnie przy tym oswiecilo jak i co z tymi softboxami...jeszcze to wszystko w sobie przerabiam, ale prowadzilam w miare skrzetnie notatki i mam nadzieje, ze z czasem bede mogla zdobyte tam wskazowki przedlozyc na moje prace.


Mimo, ze zdecydowanie-zreszta mysle, ze jak wiekszosc blogowiczow lubie z naturalnym swiatlem pracowac, to jednak mamy taka pore roku a nie inna i wracajac po poludniu z pracy panuja juz niestety prawie ciemnosci, wiec czasem i fajnie byloby ze sztucznym swiatlem troche popracowac.


Zobaczymy, jak to bedzie...Nie ukrywam, ze chcialabym jeszcze kiedys wziasc udzial w jakichs kolejnych fajnych warszatach, czy to w Polsce, czy w Niemczech. Jest to na pewno okazja do wymiany doswiadczen i poznania osob z podobnymi zainteresowaniami.









P.S zdjecia celowo sa rozne :)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Jarmuz....burak... Nadziewane jarmuzem buraki

Witam sie z Wami w tym nowym roku zdrowym, wegetarianskim wpisem.
Chcialabym mimo mojej ostatniej makaronikowej pasji, zeby bylo u mnie wiecej smacznych i zdrowych propozycji, na pewno bedzie wiecej pieczywa zakwasowego, bo pod choinka znalazlam dlugo pozadana przeze mnie w jezyku polskim ksiazke Jefreya Hamelmana "Chleb", a poza tym planuje jeszcze wiecej wegetarianskich wpisow robic.

Calkiem niedlugo tez bedzie tort na pewna rocznice pewnej bliskiej mi osoby, ale tak poza tym nie szykuje sie w tym kwartale zbyt wiele slodkosci, bo po obzarstwach swiateczno-noworocznych trzeba troche organizm odcukrzyc ;)


Jarmuz gosci u mnie zarowno na blogu jak i w mojej kuchni po raz pierwszy, juz zeszlej zimy planowalam go jakos przyrzadzic, ale jakos tak zeszlo i nie wyszlo....

Grünkohl (po niemiecku jarmuz) jest niemalze narodowym warzywem zimowym Niemcow, do tej pory mnie raczej odstraszaly kotly buro-zielonej "breji" na licznych jarmarkach przedswiatecznych, ta spotykana w sklepach zamknieta w sloikach rowniez niezbyt apetycznie wygladala, ale coz....po licznych zachwytach wielu znajomych i nieznajomych postanowilam zakupic i sprawdzic sama jego smak, bo o wlasciwosciach zdrowotnych, to mi juz dawno wiadomo bylo....

Od czasu do czasu jezdzimy na zakupy do pewnego sklepiku ekologicznego przy wielkim gospodarstwie, dokad latem jezdzimy na truskawki czy po amerykanska borowke, tam tez przy okazji zawsze kupujemy jajka od szczesliwych kur, ktore rzeczywiscie szczesliwie biegaja nieopodal po dosc sporym przeznaczonym dla nich terenie, ostatnio tez zakupilismy przepyszny chleb (moj zakwas ostatnio sie cos zbiesil i nie chcial pracowac, ale i ten problem juz rozwiazalam cieprpliwym dokarmianiem go).

Wracajac do jarmuzu, tam wlasnie tez zakupilam woreczek jarmuzu-jeden....na sprobowanie i wracajac do domu przez caly Berlin myslalam, co by przyrzadzic z niego.



Postanowilam polaczyc lezace juz jakis czas w lodowce buraki i te zielone liscie- musze przyznac, ze uwielbiam roznokolorowe zestawienia i prawie zawsze staram sie, zeby na talerzu bylo kolorowo, bo tak jest smaczniej i weselej dla oka :)







Proporcje na 3 osoby:

  • 6-7 nieduzych burakow
  • 500 g swiezego jarmuzu
  • 1-2 cebule
  • 2 spore zabki czosnku
  • sol, pieprz, swiezo starta galka muszkatolowa
  • 1 kulka mozarelli 
  • 100 g sera feta
  • 1 lyzka pokruszonego sera z niebieska plesnia
  • kubek greckiego jogurtu (150g)
  • kubek zwyklego jogurtu (150g) + 2 lyzki
  • maslo klarowne do smazenia plus 2 lyzki zwyklego masla
  • 20 g posiekanych orzechow wloskich
  • oliwa do pieczenia, sol morska do pieczenia
  • pare kropel soku z cytryny, szczypta cukru
Buraki umyc, osuszyc, ulozyc na blasze wylozonej papierem do pieczenia, ponakluwac widelcem, skropic oliwa, posypac sola morska i piec ok. 1 godziny w 180°, ostudzic, obrac i wydrazyc delikatnie srodek, ktorego mala czesc wykorzystamy do sosu, a reszte mozna wykorzystac do zupy  na drugi dzien.
Jarmuz dokladnie umyc w duzej ilosci wody, poodkrawac twarde lodygi, zblanszowac ok. 10 minut w osolonym wrzadku, odcedzic, dokladnie odcisnac, lekko ostudzic i posiekac.
Rozgrzac na patelni klarowne maslo, wrzucic obrana i drobno posiekana cebule, zeszklic, dodac pokrojony jarmuz i przecisniety przez praske czosnek, posolic i popieprzyc, dusic ok. 15 minut pod koniec dodajac zwykle maslo i pokruszona fete. Odmierzyc ok. 200 g  i do tej ilosci dodac orzechy, napelnic ta masa buraki, ustawic je w naczyniu do zapiekania, przykryc polowa plasterka mozarelli  lub tez czesciowo niebieskim serem plesniowym (po upieczeniu ta wersja jest ciut ostrzejsza, ale przepyszna).
Reszte usmazonego jarmuzu dac do nieduzego naczynia, wymieszac z 2 lyzkami naturalnego jogurtu, przykryc plastrami mozarelli.
Do duzego kubka wlac oba jogurty, dodac ze 2 lyzki pozostalych po wydrazeniu buraczkow, zmiksowac to, posolic, popieprzyc, dodac troche startej galki muszkatolowej, sok z  cytryny i odrobine cukru, wlac do naczynia z burakami. Piec ok. 30-40 minut w 170° razem z jarmuzem.
Jako, ze burak ma dosc dominujacy smak, polecam podawac je z dodatkowa porcja osobno upieczonego jarmuzu.

Wniosek koncowy???? Jarmuz jest przepyszny, zarowno na 
surowo, jak i zblanszowany no i na gotowo rowniez :) Na pewno bedzie stalym gosciem na moim zimowym stole :)


wtorek, 31 grudnia 2013

Sylwestrowo i makaronikowo - macarons z kremem porzeczkowym

Stary rok zegnam makaronikami.....jest to dla mnie pewien symbol powodzen kulinarnych mijajacego dzisiaj roku, w sumie jeden z  dwoch- czyli pieczenia chleba na wlasnym zakwasie i nabrania umiejetnosci do pieczenia makaronikow...

Jeszcze musze je sobie dopracowac, ale juz wiem, o co chodzi i w trakcie pracy widze, jakie bledy jeszcze popelniam i wiem, jak je naprawiac...


Jaki byl miniony rok??????
Byl dobry, wiadomo, ze byly wzloty i upadki, byly problemy i sprawy do zalatwienia, ale nie moge narzekac...
Nie tak dawno moja dorastajaca corka zadala mi pytanie...."kiedy bylas ostatnio tak naprawde szczesliwa??" po krotkim namysle powiedzialam jej, ze w zasadzie caly czas jestem szczesliwa....Nie mogla od razu zalapac i jeszcze dwukrotnie zadala mi te pytanie z naciskiem na "ale tak  NAPRAWDE!!!???"...
Na to jej odpowiedzialam, ze tak jest...jestem caly czas szczesliwa, bo: ....jestesmy zdrowe...mamy milutkie mieszkanko, w ktorym sie dobrze czujemy, mam prace, ktora moze mnie nie uczyni bogata, ale daje satysfakcje i radosc, ona sie w miare dobrze uczy i ma plany na przyszlosc, a moje prywatne zycie tez jest udane, wiec wlasnie.....jestem po prostu szczesliwa :)

Wam rowniez zycze szczescia- takiego codziennego, no i zdrowia i odrobiny pozytywnego myslenia, a cala reszty gdzies tam z tym wszystkim juz przyjdzie :)

Gosia ze Smakow Alzacji zaprosila chetnych do wspolnego pieczenia porzeczkowych makaronikow, moj wybor padl od razu na makaroniki z kremem na bazie bialej czekolady i czerwonej porzeczki.
Dziekuje Gosiu za pomysl i wspone pieczenie i sorry, ze spoznilam sie z publikacja, nastepnym razem sie poprawie.

TUTAJ znajdziecie szczegolowy przepis na robienie makaronikow- do farbowania uzylam szczypty czerwonego barwnika w proszku.

Skladniki na krem:
  • 50 g bialej czekolady
  • 2 lyzki galaretki z czerwonej porzeczki
  • 1/2 lyzeczki soku cytrynowego
  • 1 lyzka creme double
Czekolade rozpuscic w wodnej kapieli, dodac galaretke, wymieszac rozga, dodac creme double i sok z cytryny, wymieszac, schlodzic dobrze i przekladac wystudzone makaroniki.




niedziela, 22 grudnia 2013

Swiateczne zyczenia i macarons po raz kolejny



Przygotowania swiateczne w toku, jak zapewne w wielu domach, ale fakt, ze wyjezdzamy do Polski na swieta troche mi odjal pracy, bo wiele wigilijno-swiatecznych smakolykow przyrzadzaja moja Mama z Siostra, ja sie podjelam pieczenia makowcow, ciasta serowo-makowego, wypiekania chlebow i przyrzadzenia czesci sledzi oraz zrobienia uszek i zakwasu buraczanego.
Jutro rano pakujemy wszystko i wyruszamy w kilkugodzinna podroz w Karkonosze, troche szkoda, ze i tam raczej sniegu nie bedzie w swieta, ale coz....

W tym roku nie pieklam zadnych piernikow ani pierniczkow, przede wszystkim chyba dlatego, ze jestem potem jedyna, ktora to wszystko zjada, a dekorowania pierniczkow niecierpie po prostu, wiec oddalam sie z przyjemnoscia cwiczeniu w wypiekaniu macarons, ktore prawie, prawie juz sa idealne, jeszcze jedna mala poprawka z piekarnikiem i bedzie juz po prostu perfekcyjnie. Tak , ze zamiast pierniczkow  te male francuskie ciasteczka na naszym stole beda zajmowaly miejsce obok tradycyjnej makowej strucli.

Tym razem przyrzadzilam zielone i liliowe macarons z kremami na bazie mascarpone.
Do farbowania uzylam barwnikow spozywczych w proszku.

Przepis i sposob wykonania macarons znajdziecie tutaj- Macarons....po raz kolejny i swiatecznie





Krem limonkowy:

  • 60 g mascarpone
  • skorka starta z 1-1,5 limetki (niewoskowanej)
  • sok z 1 limetki
  • 2-3 krople syropu mietowego
  • 1 lyzka miodu
  • malutka szczypta barwnika zielonego
wszystkie skladniki wymieszac, schlodzic w lodowce i przekladac upieczone i wystudzone macarons.



Krem jagodowy:
  • 60 g mascarpone
  • 20 g stopionej bialej czekolady
  • 100 g rozmrozonych i odsaczonych jagod
  • 1 lyzeczka soku z cytryny
wszystkie skladniki wymieszac, schlodzic i przelozyc macarons.



Zycze raz jeszcze wszystkim zdrowych i spokojnych Swiat Bozego Narodzenia :)



czwartek, 12 grudnia 2013

Macarons....po raz kolejny i swiatecznie



Po raz chyba czwarty czy juz szosty???

Niewazne....wazne jest, ze w koncu chyba wyszly, tzn. nie chyba, bo wyszly, co widac na fotach ponizej, ale jeszcze musze sie uszczypnac, czyli szybko upiec nastepne, zeby sprawdzic, czy to nie byl szczesliwy traf, czy moze w koncu udalo mi sie technike i swoj piekarnik na tyle ujarzmic, ze bede mogla rzec......"ach macarons??...latwizna... ;) "
.....nie, nie....tak nie powiem, bo macarons to wyzwanie....mam  i pewnie bede miec szacun dla nich...



Uparta jestem i nie daje za wygrana jesli mi cos nie wychodzi w kuchni, tym bardziej , ze juz wyszlo na warsztatach pieczenia francuskich slodkosci, o czym Wam juz zdalam dokladna relacje (klik)

I przedtem i potem byly proby robienia ich i teraz....teraz....stosujac sie z calkowitym spokojem do tego, co bylo na warszatatach i na podstawie ksiazki Annie Rigg "Feine Macarons" zabralam sie po raz kolejny do nich..
OMG!!!! to brzmi prawie, jak przygotowanie do jakiegos rytualnego swieta....

No, dobrze....stosujac sie do tego wszystkiego wzielam sie za odwazanie i odmierzanie skladnikow zaopatrzona dodatkowo w termometr do piekarnika.


Skladniki na ok. 24-28 macarons:

  • 90 g bialka (odstanego jakies 2 doby) w temp. pokojowej
  • 80 g cukru pudru do bialek
  • 90 g mielonych migdalow
  • 145 g cukru pudru do migdalow
Ponadto:
  • czerwony barwnik (w proszku najlepiej)
  • szczypta przyprawy piernikowej
  • szczypta gorzkiego kakao
  • 130 g mascarpone
  • 1-2 lyzki suszonej zurawiny
  • skorka starta z niewoskowanej pomaranczy
  • 1 lyzeczka wody z kwiatow pomaranczy
  • 1 duza lyzka krowkowej masy (mialam gotowy produkt z Polski)
  • 1/2 lyzki kandyzowanego i drobno posiekanego imbiru
  • 1/2 lyzeczki cynamonu mielonego
Bialka ubic bardzo dobrze mikserem na niskich obrotach, dodawac po lyzce przesiany cukier puder (te 80g przeznaczone do bialek) caly czas ubijajac na niskich obrotach (1).
Przesiac dokladnie migdaly z cukrem pudrem (145g) , jesli zostana migdaly na sicie, to je zmielic i raz jeszcze te reszte przesiac.
Delikatnie wymieszac z bezowa masa. Calosc nie moze byc zbyt plynna, co mi sie poprzednim razem przydarzylo, gdy ubijalam na zbyt duzych obrotach- tego juz w ogole nie dokumentowalam, bo po prostu na blasze sie rozlalo i zlalo w jedno.....

Podzielilam powstala mase na dwie miseczki, do jednej z nich dodalam tylko czerwony barwnik spozywczy w proszku - z barwnikami w plynie nalezy uwazac, moze to byc naprawde tylko 1-2 krople, inaczej masa bedzie zbyt plynna i nie uda sie uformowac na blasze.

Do drugiej miseczki dodalam przyprawe piernikowa i delikatnie wymieszalam.

Obie masy przelozylam lyzka do woreczkow, w ktorych odcielam rozek na tyle, zeby powstal otwor max. 1 cm srednicy- woreczki sa alternatywa do rekawa cukierniczego.

Na blache wylozona papierem do pieczenia wyciskalam okragle ciastka o srednicy ok.4-5 cm. Odstawilam blachy na ok. 60 minut w temp. pokojowej, zeby obeschly. Po tym czasie delikatnie dotykajac powierzchni bezy powinna byc sucha, jesli sie jeszcze klei, to pozostawic na dluzej.


Piekarnik....jako, ze na warsztatach pieklismy przy 150° 15-20 minut, a w ksiazce mam podane przy 170° 10 minut, to wyposrodkowalam i pieklam przy 160° 15 minut. Piekarnik musi byc nagrzany zanim wstawimy blache.
W tym czasie w piekarniku powinna nam powstac slynna "koronka", ktora charakteryzuje macarons.
Wyjac blache, dac ostygnac 5 minut i po tym czasie powinny nam dac sie odkleic z papieru.

Piekarnik odgrywa olbrzymia role w pieczeniu makaronikow, polecam termometr, bo kazdy piekarnik jest inny i nawet te super maja swoje wahania temperatur i moga wyjsc makaroniki albo za mokre (nie beda odchodzily od papieru) albo za suche (w zbyt wysokiej temp. popeka nam powierzchnia przy pieczeniu).

Na mase zurawinowo-pomaranczowa wymieszac polowe mascarpone z drobno posiekanyma zurawina, skorka i woda pomaranczowa.

Na druga mase  wymieszac pozostala czesc mascarpone z krowkowa masa, imbirem i cynamonem.


Schlodzic obie masy w lodowce.

Macarons delikatnie smarowac stosownymi nadzieniami i skladac.
W puszce mozna je przechowywac do tygodnia.






piątek, 6 grudnia 2013

Kukurydziany chleb na drozdzowym zaczynie poolish

Amber ponownie zaprosila do wspolnego pieczenia (klik) .
Tym razem jest to chleb na drozdzach z dodatkiem maki kukurydzianej na wczesniej zrobionym poolish, czyli zaczynie.
Odkad mam zakwas, to moja fascynacja nim nie znika, wiec od wiosny nie pieklam juz nic na drozdzach, tzn. jesli o pieczywo chodzi, bo drozdze bardzo lubie i czesto siegam po nie piekac ciasta, ale chleby pieke w zasadzie juz tylko na zakwasie, lubie ich aromat, kwaskowosc i dlugosc przechowywania, mimo, ze dlugo nigdy nie leza.
Ten mnie zainteresowal, bo jako takiego nie znam kukurydzianego chlebka, wiec wybralam sie do mojego ulubionego sklepu bio po stosowna make i z zaciekawieniem zabralam sie do pieczenia....tym bardziej, ze to od samego Mistrza Hamelmana.....




Skladniki na poolish:

  • 125 g maki pszennej 550
  • 125 g wody
  • 1 g swiezych drozdzy (wg rady Margot) lub 1/4 lyzeczki drozdzy suchych
Drozdze rozetrzec z woda i wymieszac z maka, odstawic pod przykryciem na 12-16 godzin w temperaturze pokojowej.

Ciasto wlasciwe:
  • 250 g zaczynu zrobionego dzien wczesniej z powyzszych skladnikow)
  • 250 g maki pszennej 550
  • 125 g maki kukurydzianej
  • 1 lyzeczka soli
  • 6 g swiezych drozdzy (wg rady Margot) lub plaska lyzeczka drozdzy instant
  • 190 g wody
  • 1,5 lyzki oleju
Drozdze rozetrzec w wodzie, dodac make kukurydziana, rozmieszac i odstawic na 15-20 minut, zeby napeczniala lekko, co ulatwi dalsze wyrabianie.
Dodac pozostale skladniki i mikserem na niskich obrotach wyrabiac ciasto przez 3 minuty.
Jesli ciasto bedzie za luzne dosypac troszke maki, jesli zbyt zbite, to dolac ciut wody.
Ciasto powinno byc miekkie i elastyczne, latwo odchodzic od scianek miski.

Odstawic w misce w cieple miejsce na 1,5 godziny, przerywajac rosniecie po ok. 45 minutach, zeby wyjac, lekko odgazowac ciasto i ponownie uformowac kule i odstawic do dalszego wyrastania.

Nastepnie wyjac ciasto z miski, odgazowac ponownie, uformowac z grubsza w owalny lub okragly bochenek, dac odpoczac 10-20 minut na blacie i doformowujac ulozyc bochenek w koszyku wysypanym maka lub misce wylozonej scierka i posypanej maka.Odstawic do ponownego wyrastanie na 1,5 godziny w temperaturze ok.24°-powinien podwoic swoja objetosc.

Przed koncem wyrastania nagrzac piekarnik do 240°, chleb wyrzucic szybkim ruchem  na nagrzana blache lub kamien do pieczenia, naciac i wstawic do piekarnika, spryskac scianki piekarnika woda lub pol szklanki wody w zaroodpornym naczyniu wstawic na dno piekarnika.
Piec ok. 40 minut, a gdy zacznie sie rumienic-otworzyc drzwiczki piekarnika wypuszczajac nadmiar pary.

*** Chlebek wyszedl mi bardzo aromatyczny i zolciutki, jednak wg mnie moj ma za male dziurki, gdzie wina lezy??? chyba w zbyt malo energicznym odgazowywaniu.....czy jak myslicie??? za wszelkie uwagi bede wdzieczna :)


piątek, 29 listopada 2013

Kalafiorowe curry

Za szybko....zdecydowanie za szybko leci czas, juz pojutrze zaczynamy adwent, przepiekny okres oczekiwania i przygotowan do Swiat Bozego Narodzenia. Ale chcialabym jeszcze ze dwa tygodnie miec, zeby sie przygotowac w spokoju do tego okresu przygotowan ;) Doba zdecydowanie za krotka jest, tez tak macie????

Mysle, ze nie bedzie u mnie zbyt wielu potraw swiatecznych, bo po kilku latach jade z corka znow do Polski, zeby spedzic swieta z Mama, siostra i jej Chlopakami :) Ciesze sie, nawet bardzo....
Postaram sie zaprezentowac jakies slodkosci swiateczne, ktorych oczywiscie nie brak w adwentowym okresie tradacyjnego pieczenia ciasteczek w Niemczech :)

Ale dzis jeszcze polece Wam ostatnio czesto goszczace na naszym stole przepyszne curry kalafiorowe, ktore wypatrzylam u  Asi z Kwestii Smaku :)
Curry jest po prostu boskie i jak nie przepadam szczerze mowiac za kalafiorem, tak te potrawe jem z rozkosza .



Skladniki na 4 porcje:



  • 400 g piersi z kurczaka
  • sos sojowy
  • jeden nieduzy kalafior
  • 2-4 zabki czosnku
  • puszka mleka kokosowego
  • 1 straczek chili (mozna zastapic sproszkowanym- 1/3- 1/2 lyzeczki- w zaleznosci do upodoban)
  • 20-25 g swiezego imbiru
  • 1 lyzka curry (moze byc tajlandzkie ostre lub lagodniejsze indyjskie)
  • sol, pieprz
  • swieze listki bazylii (najlepiej jakby byla tajlandzka bazylia- ma ciut inny smak od normalnej)
  • olej do smazenia (pol na pol rzepakowy z arachidowym)

Piersi z kurczaka umyc, osuszyc, pokroic w duza kostke, zamarynowac w 2-3 zabkach czosku przecisnietego przez praske i sosie sojowym i swiezo mielonym pieprzu.Marynowac kilka godzin najlepiej.
W czasie, gdy mieso sie bedzie marynowac przygotowac nalezy kalafiora. 
Nalezy go umyc i podziekic na male rozyczki.
Na patelni rozgrzac olej, wrzucic zamarynowane mieso, obsmazyc ostro chwile tak zeby z kazdej strony sie zrumienilo, wyjac na talerz, wlac do patelni mleko kokosowe, wrzucic rozyczki kalafiora, starty imbir, curry, posiekane chili**, doprawic sola i pieprzem i gotowac prawie do miekkosci, pod koniec gotowania dodac wczesniej usmazone mieso, chwile razem jeszcze poddusic, raz jeszcze ewentualnie doprawic i podawac z osobno ugotowanym ryzem (basmati lub jasminowy) i listkami bazylii.

** chili na poczatku mozna ostrozniej dozowac ze wzgledu na curry, pod koniec mozna ponownie ewentualnie dorzucic.




wtorek, 12 listopada 2013

Mini tarty z karmelizowana cebula, gruszka, serem

Te smakowite i atrakcyjnie-mysle wygladajace mini-tarty robilam juz jakis czas temu, w tym tygodniu bede je ponownie robic na pewne spotkanie i moge je wlasnie polecic na kolacyjke z przyjaciolmi czy rodzina :)


Czesto mam w zapasie rolke ciasta francuskiego w lodowce, bo jest bardzo praktyczne i blyskawicznie mozna za jego pomoca wyczarowac przystawke, danie glowne lub deser...





Skladniki na 4 osoby:


  • 200 g francuskiego ciasta
  • 2-3 czerwone cebule
  • 2-3 lyzki oleju
  • 1 lyzeczka cukru
  • 2 dosc twarde gruszki
  • 1 lyzka masla
  • 1 lyzka soku z cytryny
  • garsc wloskich orzechow
  • 80 g sera Gorgonzola
  • 1 lyzeczka posiekanego swiezego rozmarynu
  • sol, pieprz
Ciasto francuskie wyjac z lodowki na 20 minut przed planowanym pieczeniem, pokroic na kwadraty lub tez wyciac kolka jesli chcemy miec mini tarty okragle, poukladac na blasze wylozonej paierem do pieczenia.

Cebule obrac, pokroic w polkrazki, smazyc na oleju ok. 10 minut, pod koniec dodac cukier i przyprawic sola i pieprzem.
Porozkladac lyzka na przygotowanych kawalkach ciasta zostawiajac dookola ok. 1 cm grubosci wolny brzeg.
Piec w uprzednio nagrzanym do 190° piekarniku ok. 15 minut az sie zezloci ciasto.

W miedzyczasie przygotowac gruszki. W tym celu nalezy je umyc, osuszyc, podzielic na cwiartki, usunac gniazdka nasienne i pokroic je 1-2 razy wzdluz, podsmazyc na zloto na masle, zdjac z palnika, pokropic sokiem z cytryny.

Poukladac kawalki gruszek na podpieczonych tartach, posypac posiekanym rozmarynem, kawaleczkami sera i posiekanymi orzechami i wlozyc je jeszcze na 5 minut do piekarnika (nie musi juz byc wlaczony, wystarczy reszta ciepla), zeby sie ser zaczal lekko rozpuszczac.
Podawac je zaraz po wyjeciu z pieca, choc na zimno smakuja rowniez swietnie.


Smacznego!

Zrodlo: Czasopismo "Mit Liebe"

Propozycje te dolaczam do Orzechowego Tygodnia, ktory prowadzi Atina :)