poniedziałek, 31 października 2011

Dyniowe racuszki z jablkami






Jeszcze cieple........dopiero co usmazone :)
Przepis wynalazlam w jakims babskim czasopismie (sorry, ale nie pamietam,co to bylo) bedac w zeszly weekend w Polsce, nie chcialo mi sie nawet go przepisywac, wiec telefonem sfotografowalam skladniki i dzis na zakonczenie
Festiwalu Dyniowego Bei szybko je zrobilam.







Skladniki na ok. 30 nieduzych racuszkow:
  • 1 1/2 szkl. püree dyniowego (u mnie z Hokkaido)
  • 1 1/2 szkl. maki pszennej
  • 2 lyzki cukru (mozna dac ciut wiecej)
  • 2 jajka
  • ok. 400- 450 ml kefiru ( mialam naturalny jogurt)
  • 1/2 lyzeczki proszku do pieczenia
  • 1 lyzeczka cynamonu
  • 2 kwasne jablka
  • olej do smazenia, cukier puder do posypania
Wszystkie skladniki wymieszac, dodac obrane i starte na grubej tarce jablka i smazyc na goracym oleju na zloto, odsaczyc na papierowym reczniku i podawac posypane cukrem pudrem.


Smacznego :)

wtorek, 25 października 2011

Quiche z dynia,cukinia i camembertem


Czy mozna byc zmeczonym przyjemnosciami??????????
Myslalam, ze nie, a jednak..... jestem zmeczona ostatnimi czestymi wyjazdami, nie jestem przyzwyczajona, jestem raczej typem osadnika niz nomada......choc podroze lubie oczywiscie....
Mimo, ze wszystkie moje wyjazdy do Polski w ciagu ostatnich trzech tygodni wiazaly sie tylko z przyjemnosciami i byly naprawde relaksujace i wypoczynkowe, to czuje w glowie przesyt....chaos i pewnego rodzaju zmeczenie.....
Nasza tegoroczna Zlota Pani Jesien, ktora wyjatkowo nas rozpieszcza duzymi dawkami slonca i pieknymi kolorami na drzewach jednak jest zawsze tym czynnikiem powodujacym poczatki zimowych depresji.....ciemne poranki i szybko nadchodzace wieczory nie wplywaja pozytywnie na nasze organizmy, co i ja wlasnie odczuwam, ale nic to......trzeba wziasc sie w garsc i w ramach przezwyciezenia nastrojow upiec sloneczna tarte na przyklad......

Quiche jest moja radosna tworczoscia z wykorzystaniem ostatnich kwiatow cukinii, ktore mialam na balkonie, ale musze Wam powiedziec, ze nie oplaca sie juz wysiewac cukinii poznym latem (ja to w sierpniu zrobilam po raz drugi w tym roku), bo mimo, ze zakwitly, to jednak te kwiaty byly duzo mniej okazale, jak te wiosenne......

Bledem, jaki zrobilam, co tez na zdjeciu widac, to to, ze dalam je na wierzch na poczatku pieczenia i najzwyczajniej sie delikatnie powidziawszy spiekly troche bardzo .......za bardzo........ smakowaly, jak chipsy...
Do pieczenia wykorzystalam kupne ciasto francuskie, ktore tu mozna swieze kupic w sklepach.
Czasem na szybko korzystam z tego dobrodziejstwa.....


Skladniki na forme o sr. 28 cm:

  • opakowanie swiezego gotowego ciasta francuskiego (mozna kupic mrozone lub wykonac calosc na ciescie polkruchym lub twarogowym)
  • 1-2 cukinie (umyc i pokroic w plastry)
  • ok. polowy dyni Hokkaido (pokroic w polkrazki)
  • 100-150 g sera typu Camembert
  • 150 -200 g boczku wedzonego lub innej wedzonki (jesli pominiemy,to bedziemy miec wegetarianska wersje quicha)
  • 1 cebula
  • 2 jajka
  • 200 g smietany
  • pol peczka posiekanej natki pietruszki
  • sol, pieprz, odrobina chili
  • dodatkowo kilka kwiatow cukinii (delikatnie wyczyscic i wyciac preciki kwiatowe ze srodka)
Ciasto w razie potrzeby lekko rozciagnac, zeby dopasowac do formy, wylepic nim natluszczona forme.
Wedzonke i cebulke pokroic i przesmazyc na odrobinie oleju, wylac na ciasto, nastepnie dekoracyjnie i naprzemiennie poukladac plastry dyni i cukinii.
Zmiksowac smietanke z jajkami i pietruszka, doprawic i zalac calosc,a na koncu poukladac na tarcie kawaleczki sera.
Na wierzchu poukladac kwiaty cukinii, ale zdecydowanie dopiero pod koniec pieczenia.
Piec w uprzednio nagrzanym do 180° piekarniku ok.45 minut.

Smacznego :)


Polecam rowniez swoje inne dyniowe propozycje :)

Quiche z dynia i serem Roquefort
Dyniowe gnocci z szalwiowym maslem
czy prezentowane niedawno Wan-tan z dynia i Ricotta
lub moze zapiekane male dynie z ragout

Na koniec slowko sprostowania do mojego niedawno zamieszczanego przepisu na zapiekane dynie Gorgonzola .W tej propozycji oswajalam tylko ziarna quinoa, dynie mam bardzo dobrze "oswojone" od co najmniej lat 9, kiedy to moja corka chodzila jeszcze do przedszkola i wowczas mialysmy pierwsze spotkania z dynia w postaci zupy dyniowej, ktore tez w sumie wczesniej prezentowalam tutaj i tutaj.

I naturalnie z ta propozycja chcialabym dolaczyc do Festiwalu Dyniowego Bei :) :)

wtorek, 18 października 2011

Malinowe lassi na przedluzenie SPA


W niedziele wrocilismy z Ktosiem z krotkiego, ale za to dosc intensywnego urlopu SPA w Dziwnowku, bylo swietnie, a w dodatku pogoda tez raczej nam dopisala, zwlaszcza pod koniec pobytu i moglismy pospacerowac po plazy. Z pokoju korzystalismy tylko w zasadzie, zeby sie przebrac i wyspac, poza tym glownie spedzalismy czas korzystajac z urokow hoteliku "Maximus" , gdzie zarowno propozycje SPA jak i odnowy biologicznej nie pozostawialy wiele czasu na nudzenie sie, a pyszne posilki dopelnialy calosci.

W czasie, gdy nas nie bylo, pojawilo sie kilka wpisow, ktore wczesniej przygotowalam i jeszcze musze poczytac i poodpisywac na komentarze, ale najpierw chcialam sie pospieszyc, zeby dolaczyc sie jeszcze do corocznej akcji , ktora organizuje Szarlotek, a ktora to ma przypominac,zeby nie zaniedbywac badan piersi, ktore sa tak wazne we wczesniejszym wykrywaniu raka, ktory odpowiednio wczesniej wykryty jest prawie w zupelnosci calkowicie wyleczalny.

Nawet podczas kilkugodzinnego pobytu w Szczecinie podczas naszego powrotu znad morza spotkalismy autobus stojacy pod centrum handlowym Galaxy, gdzie mozna bylo skorzystac i dac sie zbadac.


Musialam sie pospieszyc z przygotowaniem czegokolwiek do tej akcji, a ze jeszcze tak naprawde myslami i duchem jestem na urlopie, to zdecydowalam sie na niejako przedluzenie go przygotowujac rozowe lassi.


Lassi jest napojem wywodzacym sie z Indii na bazie jogurtu, wody mineralnej i przypraw. Tradycyjnie ma slony smak, ale mozna tez przygotowywac je z owocami.
Moje jest malinowe.........

Skladniki na 4 porcje:

  • 400 g malin (moga byc mrozone)
  • 400 ml naturalnego jogurtu o niskiej zawartosci tluszczu
  • 125 ml mleka o niskiej zawartosci tluszczu
  • 150 ml gazowanej wody mineralnej
  • sok z 1 limety
  • 4 lyzki syropu waniliowego
Wszystkie skladniki dokladnie zmiksowac, podawac schlodzone.


Smacznego :)

Nie moglam sie oprzec, zeby nie pokazac kilku fotek znad morza :)

Pelnia ksiezyca zaraz po wschodzie slonca


krotko przed zachodem slonca


......i takie tam rozne......

niedziela, 16 października 2011

Chleb Sarabeth


Na przypadajacy dzisiaj Dzien Chleba upieklam nie tak dawno chlebek, ktory zachwycil mnie u lo. Byl przepyszny i zostal zjedzony do ostatniego okruszka, musze napisac, ze starzal sie godnie i nie tracil w zasadzie na smaku ani na konsystencji przez te kilka dni, gdy byl spozywany.

Nadal jeszcze zrobienie wlasnego zakwasu jest gdzies w gwiazdach i moich zamiarach.......ech.....
No nic......pieczywo pieczone tylko na drozdzach jest tez przepyszne, jak na przyklad ten chleb.

Nie wiem, czy ma prawo sie jeszcze tak nazywac, bo niestety musialam wprowadzic mala zmiane, w trakcie przygotowan zobaczylam, ze mam za malo maki pszennej chlebowej i zmieszalam ja z orkiszowa.
Poza tym kupilam forme prostokatna do pieczenia chlebow drozdzowych i calosc ciasta weszla mi do tej jednej (u lo byly to dwa mniejsze bochenki).


Skladniki:
  • 30 g swiezych drozdzy (ew. 3 lyzeczki suszonych)
  • 1/4 szklanki miodu
  • 2 1/4 szklanki zimnej wody
  • 2 1/4 szklanki maki pszennej pelnoziarnistej (u mnie dodalam jeszcze prawie 1/2 szklanki, bo ciasto bylo zbyt rzadkie do formowania)
  • 2 1/4 szklanki maki pszennej chlebowej ( u mnie bylo 1 1/4 chlebowej i 1 szklanka orkiszowej)
  • 2 lyzki kaszki kukurydzianej (u mnie byla to maka kukurydziana)
  • 2 lyzki maku
  • 2 lyzki ziaren sezamu
  • 2 lyzki ziaren slonecznika
  • 1 1/2 lyzeczki soli morskiej (drobnej)
  • 1 jajko (rozbeltane do posmarowania bochenka)
  • olej do smarowania miski do wyrastania ciasta
W misce rozmieszac drozdze z miodem i pozostawic na 3 minuty. Dodac wode i wymieszac, nastepnie wsypac oba rodzaje mak, kaszke (make) kukurydziana, mak, sezam i sol. Wyrabiac ciasto mikserem (koncowki-haki) na najnizszych obrotach do uzyskania gladkiego ciasta.
Pod koniec wyrabiania dodac pestki slonecznika, chwilke jeszcze wyrabiac. Ciasto uformowac w kule natluszczonymi rekoma i wlozyc je do nasmarowanej olejem miski, ciasto przykryc folia spozywcza i pozostawic do wyrastania przez 1 1/4 godziny, powinno podwoic swoja objetosc. Po tym czasie wyjac ciasto na podsypany maka blat, przeciac je nozem na pol (ja, jak wspomnialam- nie musialam go dzielic, bo weszlo mi w jedna forme), przykryc folia i znowu zostawic je na 15 minut. Dwie formy wysmarowac olejem, kazda czesc ciasta lekko splaszczyc i zwinac w prostokat. Wlozyc do foremek laczeniem do dolu. Przykryc formy folia i pozostawic na ok. 45 minut. W miedzyczasie rozgrzac piekarnik do 190°. Na dnie ustawic zaroodporna miseczke z woda.
Wierzch chleba posmarowac rozbeltanym jajkiem. Wstawic formy do piekarnika i piec do zbrazowienia wierzchu okolo 40 minut. Wyjac upieczone chlebki i odstawic na 5 minut, nastepnie wylozyc chleby z formy do ostudzenia na kratke.
*** Ja pieklam w sumie 60-70 minut, po 40 minutach zmniejszylam temperature o 20°


Smacznego :)

Zrodlo: Pistachio

poniedziałek, 10 października 2011

Tartaletki z jezynami










Po pysznych tartaletkach ze sliwkami, ktore niedawno robilam nabralam znowu ochoty na nie, a ze jeszcze na targu dostalam swieze maliny i jezyny, to uzylam je do upieczenia nastepnych i w sumie dosc podobnych babeczek :)


Skladniki na 6 sztuk babeczek o srednicy ok.10cm:

Krem:
  • 150 g mascarpone
  • 100 g smietanki kremowki
  • 1 jajko
  • 2 lyzki cukru
  • starta skorka z 1 cytryny
  • jezyny i maliny (mozna uzyc mrozonych)
  • platki migdalowe
Ciasto robic dokladnie wedlug przepisu na sliwkowe tartaletki.
Skladniki kremu zmiksowac razem, owoce ulozyc na przygotowanym ciescie, zalac kremem, posypac kruszonka i platkami migdalowymi.
Piec ok. 30-35 minut w uprzednio nagrzanym do 180° piekarniku, podobnie, jak przy sliwkowych babeczkach, pod koniec pieczenia mozna przykryc aluminiowa folia.



Smacznego :)

środa, 5 października 2011

Oswajam.......quinoa i zapiekana Gorgonzola



........nie, nie chodzi tu o zapiekany ser gorgonzola, ale o nowy gatunek malych dyn, ktore niedawno spotkalam w sklepie. Nie ukrywam, ze bardzo dynie lubie i jak tylko moge, to wyprobowuje nowe gatunki. Dynie kupujemy i jadamy regularnie od wczesnej jesieni do konca zimy, ciekawia mnie nowe pomysly na ich uzycie i na pewno wiem, ze jeszcze wiele przede mna.......
Bardzo podobaja mi sie odmiany mini- dyn, ktore mozna nadziewac i zapiekac. Jak zauwazylam, to pojawily sie one stosunkowo niedawno, jeszcze 2 lata temu mozna bylo spotkac tylko sporadycznie te male, teraz prawie w kazdym sklepie jakies leza.

Postanowilam niedawno, ze bede "oswajac" pewne rzeczy, te ,ktorych nie lubilam lub nie lubie lub tez te, ktore sa dla mnie do tej pory niewyprobowane. Do tej pory calkowicie oswoilam baklazana, ktory zdazyl mnie zafascynowac, z warzyw pozostalo mi jeszcze troche, ale poki co postanowilam wyprobowac quinoa czyli komose ryzowa ......
Moge tylko polecic i zdecydowanie mi lepiej smakuje niz popularny kuskus czy bulgur.




Skladniki na 2 osoby :
  • 2 dynie Gorgonzola
  • ok. 100 g quinoa
  • 150 g kurek
  • 1 mala cebula
  • 2-3 zabki czosnku
  • 4-5 nieduzych pomidorow
  • 100 g sera Donablue (lub innego miekkiego z niebieska plesnia-moze byc gorgonzola)
  • kilka listkow bazylii
  • garsc posiekanej natki pietruszki
  • sol, pieprz, chili w proszku
Dynie umyc, odciac wierzcholek, wydrazyc pestki i wyciac troche miazszu dookola.
Quinoa kilkakrotnie wyplukac w zimnej wodzie i ugotowac (nie do miekkosci) w osolonej wodzie.
Kurki oczyscic, pokroic, tak samo zrobic z cebula i pomidorami, z ktorych po sparzeniu nalezy sciagnac skorke.
Na patelni rozgrzac troche oleju, zeszklic pokrojona cebule, dodac przecisniety przez praske czosnek, chwilke podsmazyc, dodac pokrojone grzyby i pokrojona czesc wydrazonego miazszu dyn,dodac posiekana natke, przyprawic chili, sola i pieprzem.
Wymieszac w misce podgotowane ziarna quinoa z zawartoscia patelni, pomidorami, posiekanymi listkami bazylii i czescia sera. Napelnic wydrazone dynie, na wierzchu polozyc kawalki sera i zapiekac ok. 1 godziny w 180°.

Dynie te sa smaczne, miazsz zwarty, ale dosc "kartoflany", calosc byla w sumie dosc sucha, idealne do srodka tych dyn byloby na przyklad jakies ragout z sosem.....

Smacznego :)

P.S. Chcialam sie pozegnac z Wami na 10 dni, jedziemy z Ktosiem nad polskie morze troche odprezyc sie po moim przechorowanym lecie spedzonym w domu na tapczanie......beda dlugie spacery nad morzem i prawie tygodniowy program SPA w hotelu Maximus w Dziwnowku.
W czasie mojej nieobecnosci powinny sie pojawic wpisy (jesli wszystko dobrze zrobilam oczywiscie), wybaczcie, ze odpowiem na komentarze dopiero po powrocie z Polski.

niedziela, 2 października 2011

Marmolada z derenia



Nie robie przetworow z kilku wzgledow, a mianowicie- owoce czy warzywa sa tutaj stosunkowo drogie, poza tym szczerze powiedziawszy nie ma pozniej zbyt wielu chetnych do spozywania ewentualnie wykonanych dzemow czy innych przetworow i tak sie jakos samo ulozylo, ze po prostu ich nie robie. Uwielbiam za to zachwycac sie nimi u innych i musze przyznac, ze ciagle zaskakuje mnie pomyslowosc co niektorych.
Osobiscie lubie rozne konfitury do mies czy serow i tak przede mna jeszcze zrobienie chutneya ze sliwek , a poki co wykorzystalam fakt, ze deren rosnie mi sobie praktycznie pod moim balkonem i przygotowalam na probe marmolade z niego, jest idealna do pieczonych mies- podobnie, jak borowka czy zurawina.


Dereniem bardzo zainteresowala mnie w zeszlym roku Basia i mialam juz pewne podejrzenia, co do krzakow pod swoim balkonem, a wiosna i pozniej latem sie okazalo, ze podejrzenia byly sluszne.
Owoce derenia zbieramy tylko dojrzale jak same opadna lub potrzasajac drzewkiem i zbierajac to, co opadnie, nie zrywa sie owocow z galazek.


Skladniki na 3 nieduze sloiczki :
  • 900- 1000 g owocow derenia
  • 400-500 g cukru zelujacego
Owoce umyc i albo wypestkowac przed gotowaniem lub jak ja to zrobilam gotujac deren w malutkiej ilosci wody do miekkosci i przecierajac przez sitko.
Nastepnie w garczku umiescic pulpe owocowa, dodac cukier i na malutkim ogniu mieszajac chwile zagotowac i napelniac przygotowane wczesniej sloiczki (umyte, wyparzone, osuszone).



Czytalam, ze doskonale sie kombinuje z innymi owocami, np. gruszkami czy nektarynkami, poza tym mozna dodawac rozne przyprawy, jak cynamon, kardamon, wanilie.
Procz marmolady czy nalewki mozna robic rowniez chutney (z imbirem, czerwonym winem, skorka pomaranczowa i mielonymi kwiatami muskatu) czy na slodko-kwasno.

środa, 28 września 2011

Apfelplunder na Dzien Jablka






W tym roku juz sobie pare dni wczesniej zanotowalam, ze dzis przypada Dzien Jablka organizowany przez Tatter . W zeszlym roku "przespalam", ale w tym zawczasu sie przebudzilam i postanowilam dolaczyc sie.
Przy tej okazji stojac wczoraj w kuchni i robiac buleczki stwierdzilam, ze mimo, ze strasznie lubie wszelkie wypieki z jablkami, to nie wiem, dlaczego bardzo rzadko je pieke.......hmmmmm...... nie wiem....macie tez cos takiego?????
Wybor ciasta (bo to bylo pewne, ze bedzie na slodko :)) byl nielatwy, ale od dawna mialam ochote upiec pewne buleczki z jablkami, ktore czesto kupuje w tutejszej cukierni. Mieciutnie, nie za slodkie.....po prostu pyszne......
Musze Wam przyznac, ze prawie wyszly mi....prawie.....bo te ciasto w orginale jest jeszcze troche delikatniejsze od mojego i bardziej francuskie od mojego.....
Apfelplunder to jest buleczka z jablkami z ciasta francusko-drozdzowego.


Sama nie wiem, dlaczego nie wyszlo mi tak, jak w cukierni, ale w sumie niezbyt ubolewam nad tym, bo i tak rozplywaja sie w ustach, listkuja duzo mniej, moze za malo bylo walkowane, moze pozniej zbyt krotko dalam im pozniej wyrastac.......powodow moze byc wiele....

Przepis na ciasto zrobilam dokladnie taki sam i w ten sam sposob, jak na Rogale marcinskie , do tego nadzienienie z jablek i rodzynek.


Nadzienie:
  • 6-7 jablek
  • 1/2 paczki rodzynek
  • 2-3 lyzki cukru
  • 2 lyzki soku z cytryny (opcjonalnie-zalezy od kwasnosci jablek)
  • 2 lyzki masla
  • szczypta cynamonu (nie powinien byc mocno wyczuwalny, ale to zalezy od upodoban)
Jablka obrac i pokroic w kosteczke, maslo rozgrzac w garnku, wsypac cukier, chwile pozwolic mu sie rozpuscic, wsypac rodzynki i po chwili pokrojone jablka, dodac ewentualnie sok z cytryny i cynamon, pare minut mieszajac poddusic-odstawic.

Ciasto (po uprzednim lezakowaniu i wczesniejszym wyjeciu z lodowki do dalszej obrobki) rozwalkowac na prostokat o wymiarach ok. 75 x 40 cm ,przeciac wzdluz na pol i polowki na ok. 6 czesci (w sumie na 12 buleczek) - mozna je oczywiscie mniejsze zrobic wedlug upodoban, ale orginalne bulki maja wymiary ok. 15 x 10 cm.
Nalozyc po ok.2 lyzki nadzienia i zlozyc je razem dociskajac lekko brzegi, po bokach jesli zostana szpary, to nadzienie raczej nie wycieknie, najwyzej troche soku. Zrobic naciecia na dolnym brzegu ostrym nozem tak, zeby powstal "grzebien", zostawic pod przykryciem do ponownego wyrosniecia co najmniej godzine ( ja wlasnie ten blad zrobilam, ze zbyt malo dalam im czasu na ponowne wyrastanie), przed pieczeniem posmarowac buleczki jajkiem rozbeltanym z mlekiem.
Piec w uprzednio nagrzanym do 180° piekarniku 30- 35 minut.
Po wyjeciu posmarowac je lukrem (cukier puder rozrobiony sokiem z cytryny).




Smacznego :)

Buleczki te biora udzial tez w zabawie Sezon na jablka 2 :)

Edytowane 30.9.11 - kupilam go dla porownania w cukierni, ponizej orginalny
Apfelplunder

niedziela, 25 września 2011

Macarons.........po raz trzeci


....a tak naprawde po raz pierwszy.....Tak.........to moje trzecie podejscie do pieczenia makaronikow, dwie poprzednie proby byly nieudane, tzn. wyszly bardzo smaczne beziki, ale makaronikami juz tego nie mozna bylo nazwac i dlatego w tym celu zapisalam sie niedawno na kurs pieczenia ich.
Kursy tego typu oferuje jedyna w tej chwili taka szkolka pieczenia w Berlinie (sa kursy gotowania, ale pieczenia niestety nie). Prowadzi ja bardzo sympatyczna pani Beate Schulz, szkola nazywa sie Charlotte i miesci sie niedaleko zamku Charlottenburg. Ostatni termin niestety mi przepadl z powodu zbyt duzej ilosci zgloszen, ale pani obiecala, ze dlatego wlasnie zrobi dodatkowy, slowa dotrzymala i wczoraj po poludniu spedzilam ponad trzy godzinki w sympatycznym towarzystwie na pieczeniu "malych smakolykow z Francji"- tak brzmialo motto tego kursu i w programie bylo pieczenie mini-eklerkow, mini-brioche i macarons, co mnie w sumie najbardziej interesowalo......


Pani Beate jest na pewno kompetentna i bardzo cierpliwa nauczycielka, w kursach bierze udzial przewaznie 5-6 osob, wszystkie czynnosci sie niejako razem wykonuje lub na zmiane, jesli chodzi o wyciskanie jakichkolwiek mas na blache czy formowanie czegokolwiek.
Szkolka ma w swojej ofercie rozne tematy, jak pieczenia tart, zdobienie tortow, w adwencie pieczenie stolli, ciasteczek, czy dwudniowy kurs robienia pralinek. Kazdy miesiac ma jeden tematyczny kurs, np. francuskie wypieki wlasnie, w listopadzie wloskie lub w styczniu tematem miesiaca bada wypieki z cytrusami.


Na pewno jest to bardzo ciekawa oferta przede wszystkim dla poczatkujacych cukiernikow, jakich wczoraj wlasnie moglam na tym kursie zaobserwowac.
Na poczatku kazdy dostal kartke z przepisami i dlugopis do reki, aby mogl prowadzic wlasne uwagi do kazdego z przepisow, nastepnie zabralismy sie do pracy, czyli najpierw odwazenie skladnikow na brioche, ktore potrzebowaly najwiecej czasu- wyrabianie ciasta i czas wyrastania. Nastepnie przygotowalismy krem waniliowy do eklerkow i kremy mocca i czekoladowy do makaronikow.
Jedyna krytyczna uwage mialam do przygotowania nadzienia morelowego i truskawkowego do makaronikow, bo pani przygotowala je wczesniej i nawet nie jest podane w przepisie, co to jest , z czego i jak przyrzadzane. Wiadomo, ze mozna samemu poczytac w internecie i sie dowiedziec, ale to jedno male niedociagniecie niezbyt mi sie podobalo, gdy gotowa mase-konfiture musielismy wziasc do reki i nadziewac nimi makaroniki.......no coz......


Makaroniki.....................tja................. tyle sie na blogach o ich przyrzadzaniu naczytalam, ze balam sie za nie zabierac, tym bardziej, ze wydawalo mi sie, ze dwa razy robilam wszystko poprawnie, a i tak mi nie wyszly, wiec podchodzilam do nich, jak pies do jeza i z wielkim nabozenstwem......
Jakiez bylo moje zdziwienie, jak po odwazeniu skladnikow nie nastapilo nic takiego, jak przesianie mielonych migdalow, czy odstawienie blachy z makaronikami do przeschniecia zanim sie je wstawi do pieca......
Bialka byly naprawde dosc dlugo ubijane, potem wsypana zostala czesc cukru pudru, chwilke przemiksowane i ostatecznie zostaly wmieszane migdaly (ze sie tak wyraze- chamsko grubo mielone) z nastepna czescia cukru pudru....
Czesc masy zostala zafarbowana (paroma kroplami czerwonego farbnika spozywczego lub paroma kroplami syropu mocca i czekoladowe otrzymaly ciut kakao) , napelnione zostaly rekawy cukiernicze i wyciskalismy mase na blachy wylozone papierem do pieczenia.
Zadnej poboznosci....zadnego "modlenia sie" nad ich przyrzadzaniem.........czyzbym sie mylila i tylko po prostu nie chcialy mi w domu wyjsc jak nalezy????? zloscliwosc rzeczy spozywczych???? nie wiem......ale sie przekonam, bo kurs kursem, ale wkrotce powtorze pieczenie ich znowu w warunkach domowych u siebie, no i wtedy zobaczymy......
Na razie mam niesamowita satysfakcje, ze nam wyszly, nie moge sie napatrzyc na nie, mimo, ze wiele z nich ma rozne ksztalty, to jak dla mnie wyszly idealnie.....



Skladniki:

Makaroniki:
  • 90 g bialek
  • 80 g cukru pudru
  • 90 g mielonych migdalow
  • 145 g cukru pudru
Bialka ubic na sztywna piane, dosypac po troche te mniejsza czesc cukru pudru, zmiksowac. Nastepnie po troche wsypywac cukier puder z tej wiekszej czesci i mielone migdaly i delikatnie mieszac z piana.Wlac do rekawa cukierniczego i wyciskac nieduze kleksy masy na wylozona papierem do pieczenia lub mata silikonowa blache.
Piec w 150° ok. 15- 20 minut przy uchylonych drzwiczkach piekarnika.
** Napisalam tak, jak rzeczywiscie wczoraj je robilismy i ze to wcale tak strasznie skomplikowanie nie wygladalo, ale jak wspomnialam, jestem ciekawa, jak te same czynnosci wyjda mi podczas proby w mojej kuchni......

P.S. pani miala bialka z kartonika (dzieki za uwage Szarlotku) , wiec moze tu lezy tajemnica makaronikow?????


Krem czekoladowy:
  • 75 g smietanki
  • 75 g ciemnej czekolady (uzywalismy 63%)
Smietanke zagotowac, zdjac z pieca i wsypac posiekana czekolade, rozmieszac.
Krem mocca:
  • 35 g smietanki
  • 1/2- 1 lyzeczki kawy rozpuszczalnej
  • 140 g bialej czekolady
Smietanke zagotowac z kawa, zdjac z ognia, wsypac posiekana biala czekolade i dobrze rozmieszac- sama sie rozpusci w goracej smietance.



Gotowe makaroniki przekladac kremami.
Kremy- masy morelowa i truskawkowa wygladaly mi na troche zageszczone konfitury po prostu.


Przepraszam za ilosc i jakosc fotek, nie moglam sie oprzec, ale oswietlenie tam pozostawialo wiele do zyczenia.....

Acha....jeszcze jedno......kazdy uczestnik kursu dostal ladny dyplom :) :)

piątek, 23 września 2011

Kasztanow na placu Pigalle nie ma.......


....podobno......Osobiscie nie bylam, ale Arek pisal, ze byl, sprawdzal i nie ma, a ja mu wierze.
Za to na mojej codziennej drodze do sklepu rosnie sobie jeden i to nawet dosc spory, stwierdzilam, ze raz jeszcze dam szanse kasztanom i przez dwa dni nazbieralam ich spora miseczke. Chcialam cos wyszukanego z nich zrobic, ale moja Corcia zazyczyla sobie normalnie upieczone i w sumie przyznalam jej racje, ze takie chyba sa najlepsze, jesli chce sie dobrze ich poprobowac. No, coz.......smaczne sa, ale zachwycac sie nimi raczej nie bede. W sumie dopiero, gdy przyjdzie czas przedswiatecznych bazarow jest ich zatrzesienie, ale zostawie je innym do delektowania sie ........


Za to drzewo, a raczej jego owoce sa niezwykle dekoracyjne i tak latem zdobil moj stol bukiet kasztanowy, a teraz miska z otwartymi juz skorupkami i kasztanami, sa bardzo ladne, ale tez bardzo klujace :)


Pieczone kasztany :
  • kasztany
  • sol gruboziarnista
Ja mialam swieze kasztany, wiec tylko je umylam i ponacinalam na krzyz skorupki ostrym nozykiem, ulozylam je na blasze i posypalam spora iloscia soli. Nalezy piec w 200° ok. 30 minut. Jesc powinno sie je zaraz po wyjeciu z pieca .


Jesli kupuje sie kasztany na wage nalezy zwracac uwage na ich wyglad, skorka powinna byc gladka i lsniaca, wazne jest, zeby nie byly zbyt lekkie, bo moga byc wysuszone lub puste w srodku, tak samo nalezy uwazac na dziurki w kasztanach, bo moga byc zaatakowane juz przez robaki. Kasztanow nie powinno sie dlugo przechowywac, bo sie dosc szybko psuja.

Smak kasztanow okreslilabym jako ziemniak o lekko orzechowym smaku :)