czwartek, 12 grudnia 2013

Macarons....po raz kolejny i swiatecznie



Po raz chyba czwarty czy juz szosty???

Niewazne....wazne jest, ze w koncu chyba wyszly, tzn. nie chyba, bo wyszly, co widac na fotach ponizej, ale jeszcze musze sie uszczypnac, czyli szybko upiec nastepne, zeby sprawdzic, czy to nie byl szczesliwy traf, czy moze w koncu udalo mi sie technike i swoj piekarnik na tyle ujarzmic, ze bede mogla rzec......"ach macarons??...latwizna... ;) "
.....nie, nie....tak nie powiem, bo macarons to wyzwanie....mam  i pewnie bede miec szacun dla nich...



Uparta jestem i nie daje za wygrana jesli mi cos nie wychodzi w kuchni, tym bardziej , ze juz wyszlo na warsztatach pieczenia francuskich slodkosci, o czym Wam juz zdalam dokladna relacje (klik)

I przedtem i potem byly proby robienia ich i teraz....teraz....stosujac sie z calkowitym spokojem do tego, co bylo na warszatatach i na podstawie ksiazki Annie Rigg "Feine Macarons" zabralam sie po raz kolejny do nich..
OMG!!!! to brzmi prawie, jak przygotowanie do jakiegos rytualnego swieta....

No, dobrze....stosujac sie do tego wszystkiego wzielam sie za odwazanie i odmierzanie skladnikow zaopatrzona dodatkowo w termometr do piekarnika.


Skladniki na ok. 24-28 macarons:

  • 90 g bialka (odstanego jakies 2 doby) w temp. pokojowej
  • 80 g cukru pudru do bialek
  • 90 g mielonych migdalow
  • 145 g cukru pudru do migdalow
Ponadto:
  • czerwony barwnik (w proszku najlepiej)
  • szczypta przyprawy piernikowej
  • szczypta gorzkiego kakao
  • 130 g mascarpone
  • 1-2 lyzki suszonej zurawiny
  • skorka starta z niewoskowanej pomaranczy
  • 1 lyzeczka wody z kwiatow pomaranczy
  • 1 duza lyzka krowkowej masy (mialam gotowy produkt z Polski)
  • 1/2 lyzki kandyzowanego i drobno posiekanego imbiru
  • 1/2 lyzeczki cynamonu mielonego
Bialka ubic bardzo dobrze mikserem na niskich obrotach, dodawac po lyzce przesiany cukier puder (te 80g przeznaczone do bialek) caly czas ubijajac na niskich obrotach (1).
Przesiac dokladnie migdaly z cukrem pudrem (145g) , jesli zostana migdaly na sicie, to je zmielic i raz jeszcze te reszte przesiac.
Delikatnie wymieszac z bezowa masa. Calosc nie moze byc zbyt plynna, co mi sie poprzednim razem przydarzylo, gdy ubijalam na zbyt duzych obrotach- tego juz w ogole nie dokumentowalam, bo po prostu na blasze sie rozlalo i zlalo w jedno.....

Podzielilam powstala mase na dwie miseczki, do jednej z nich dodalam tylko czerwony barwnik spozywczy w proszku - z barwnikami w plynie nalezy uwazac, moze to byc naprawde tylko 1-2 krople, inaczej masa bedzie zbyt plynna i nie uda sie uformowac na blasze.

Do drugiej miseczki dodalam przyprawe piernikowa i delikatnie wymieszalam.

Obie masy przelozylam lyzka do woreczkow, w ktorych odcielam rozek na tyle, zeby powstal otwor max. 1 cm srednicy- woreczki sa alternatywa do rekawa cukierniczego.

Na blache wylozona papierem do pieczenia wyciskalam okragle ciastka o srednicy ok.4-5 cm. Odstawilam blachy na ok. 60 minut w temp. pokojowej, zeby obeschly. Po tym czasie delikatnie dotykajac powierzchni bezy powinna byc sucha, jesli sie jeszcze klei, to pozostawic na dluzej.


Piekarnik....jako, ze na warsztatach pieklismy przy 150° 15-20 minut, a w ksiazce mam podane przy 170° 10 minut, to wyposrodkowalam i pieklam przy 160° 15 minut. Piekarnik musi byc nagrzany zanim wstawimy blache.
W tym czasie w piekarniku powinna nam powstac slynna "koronka", ktora charakteryzuje macarons.
Wyjac blache, dac ostygnac 5 minut i po tym czasie powinny nam dac sie odkleic z papieru.

Piekarnik odgrywa olbrzymia role w pieczeniu makaronikow, polecam termometr, bo kazdy piekarnik jest inny i nawet te super maja swoje wahania temperatur i moga wyjsc makaroniki albo za mokre (nie beda odchodzily od papieru) albo za suche (w zbyt wysokiej temp. popeka nam powierzchnia przy pieczeniu).

Na mase zurawinowo-pomaranczowa wymieszac polowe mascarpone z drobno posiekanyma zurawina, skorka i woda pomaranczowa.

Na druga mase  wymieszac pozostala czesc mascarpone z krowkowa masa, imbirem i cynamonem.


Schlodzic obie masy w lodowce.

Macarons delikatnie smarowac stosownymi nadzieniami i skladac.
W puszce mozna je przechowywac do tygodnia.






9 komentarzy:

Kamila pisze...

Idealne! Boskie!

Maggie pisze...

Sliczne, i nawet nozke maja <3
To kaprysne ciastka, wiec gratuluje!

gin pisze...

Prześliczne Ci wyszły!
Mnie makaroniki długo przerażały, i choć zaliczyłam kilka udanych podejść, ciągle się stresuję, jak się mam za nie zabrać...

atina pisze...

Są idealne! Cudownie Ci się udały:) A te zdjęcia z saneczkami niesamowicie mnie urzekły :) Piękności!

margot pisze...

Wow , wygladają idealnie

Antenka pisze...

ale cudne maluszki:) piękne zdjęcia!

Kasia Pohl pisze...

Perfekt!
Gosiu, moze ty zorganizujesz warsztaty macaronowe:)
Usciski:*

Majana pisze...

Gosiu, one są cudowne! Pięknie wyglądają, a zdjęcia absolutnie zachwycające.
Pozdrawiam ciepło :)

Jswm pisze...

zdecydowanie wyszły! wyglądają wspaniale.