niedziela, 6 września 2015

Sliwki-robaczywki....

....to jest pierwsze, co do glowy mi przychodzi widzac poznym latem wegierki na drzewach i w sklepowych koszykach.
Jako dziecko pamietam jeszcze, ze kupujac czy jedzac wegierki krew mnie zalewala, jak w co drugiej sliwce brzydki, wijacy sie robak byl, ale mimo wszystko i tak je lubilam (sliwki-nie robaki), sa w scislej czolowce moich absolutnie ulubionych owocow.
Pozniej jakos nie zwracalam uwagi i dopiero ze 2 lata temu sie zastanowilam, ze w zasadzie robaki ze sliwek zniknely.......nie pisze tu o jakichs odmianach sliwek, ktore raczej nigdy nie mialy tego problemu, ale wlasnie o najbardziej pospolitych i najsmaczniejszych wegierkach....Tak, jakby zostaly ze sliwek wysiedlone, przepedzone i w ogole....Nie, zebym tesknila za robaczywymi sliwkami, ale jakos uwazalam, ze one po prostu naleza do nich...troche mnie to zasmucilo, bo juz widzialam oczyma wyobrazni te litry pestycydow wypryskiwane na drzewka. Przyznam szczerze, ze naprawde od paru lat mnie ten temat troche zajmuje i w tym roku bedac na polskiej wsi w odwiedzinach, mialam okazje dostac sliweczki takie z raczej nieopryskiwanych wolnorosnacych na dzialce drzew i jaka moja radosc byla, jak odkrylam w co ktorejs sliwce stare, poczciwe robaczki....od razu mi sie lepiej zrobilo i dziecinstwo wrocilo :)


No, dobra, bylo dosc o robakach....hahaha...sliwki sa genialne w smaku, za sprawa duzej ilosci slonca slodkie i soczyste, no i obowiazkowo musialy wyladowac w ciescie.
Z braku czasu na wymyslanie siegnelam po wszechwiedzace google i bardzo szybko dokonalam wyboru i padlo na szybkie ucierane ciasto ze sliwkami i cynamonem na podstawie przepisu Doroty. Biorac pod uwage iscie jesienna aure za oknem, cynamon jest jak najbardziej pasujaca przyprawa.
Wszystkie skladniki uzylam w temperaturze pokojowej.




Skladniki na tortownice o sr. 26 cm

  • 125 g miekkiego masla
  • 125 g drobnego cukru
  • 3 sredniej wielkosci jajka
  • 180 g maki pszennej
  • 50 g maki ziemniaczanej
  • 1 1/2 lyzeczki proszku do pieczenia
  • 1 lyzeczka cynamonu
  • 1 lyzeczka ekstraktu waniliowego
  • 90-100 g smietany kwasnej lub jogurtu naturalnego
  • 700-900 g sliwek wegierek lub innych umytych, osuszonych i pokrojonych na polowki lub cwiartki
Maslo utrzec z cukrem do bialosci prawie, dodawac po jednym jajku kazde wmiksowywujac dokladnie zanim sie doda nastepne.
Suche skladniki przesiac do jednej miski. Do masy maslano-jajecznej dodac przesiane skladniki na zmiane ze smietana (jogurtem), krotko zmiksowac do polaczenia skladnikow i wylozyc ciasto na forme wylozona papierem do pieczenia.
Poukladac przygotowane sliwki lekko je wciskajac w ciasto.
Piec w nagrzanym uprzednio piekarniku do 170° 45-55 minut na zloty kolor, ale "do suchego patyczka".
Ciasto po ostudzeniu mozna opruszyc cukrem pudrem lub polukrowac ( ja mieszam zawsze cukier puder z odrobina soku cytrynowego).
Smacznego!!!!






P.S. Kochani- dziekuje serdecznie za wiadomosci i zapytania co do bloga i mojego blogowania. 
Szczerze mowiac troche stracilam zapal, jak zauwazylam, ze wszystkie starsze posty sa pozbawione zdjec, ktore wklejalam za pomoca imageshack. 

Caly czas sie zastanawiam, czy nie zlikwidowac bloga, ale naprawde szczerze......szkoda mi....to jest prawie 7 lat mojego zycia, wiele emocji, pracy, wielu cudownych ludzi tutaj poznanych..... technicznie jestem naprawde do kitu, nie mam pojecia o technicznej stronie prowadzenia czegokolwiek w komputerze, co tez mi sola w oku jest, bo to nie tylko bloga sie dotyczy.

Brak czasu na gotowanie czy pieczenie tez jest faktorem dla ktorego mnie tutaj nie ma. Pracuje bardzo duzo zawodowo, dziecie jest w miedzyczasie prawie dorosle i jada czesto poza domem, jak juz w domu bywa, to jej wystarcza miska makaronu najczesciej bez niczego lub z paroma lyzkami ketchupu, albo tez napredce zamowione sushi, tak, ze jakos tak wyszlo, ze mam odwyk od pichcenia.  

2 komentarze:

nobleva pisze...

Gosiu, ja próbowałam wrócić na Galangala, do blogowania o kuchni, ale nie potrafię. Za bardzo to pracochłonne a wolnego czasu coraz mniej. Latorośle też wyrosły i więcej są poza domem, i więcej rzeczy jest na szybko i czasem sam makaron, chociaż może nie z ketchupem, to z masłem. Do pieczenia szybsza córka niż ja. Doskonale więc Cię rozumiem. Absolutnie nie likwiduj bloga! Nawet jeśli opublikujesz coś raz na rok, albo i wcale to jest to, jak piszesz, siedem lat pracy.
Ściskam Cię mocno :)
Też wzdycham do takich śliwek co robakom smakowały :)

Majana pisze...

Gosiu, nie likwiduj, bo to taka część Ciebie. Ja mam podobnie z moim blogiem, trochę chęci brak, weny, czasu, wszystkiego po trochu. Jakoś inne sprawy ważniejsze. Jednak go nie skasuję, coś tam czasem wrzucę, ale to już nie to samo co kiedyś. Nawet komentuję u innych mniej, a zawsze mnie było pełno. Cóż.. brak czasu.
Ściskam i częstuję się ciastem ze śliwkami,bo bardzo takie lubię. :)