niedziela, 25 września 2011

Macarons.........po raz trzeci


....a tak naprawde po raz pierwszy.....Tak.........to moje trzecie podejscie do pieczenia makaronikow, dwie poprzednie proby byly nieudane, tzn. wyszly bardzo smaczne beziki, ale makaronikami juz tego nie mozna bylo nazwac i dlatego w tym celu zapisalam sie niedawno na kurs pieczenia ich.
Kursy tego typu oferuje jedyna w tej chwili taka szkolka pieczenia w Berlinie (sa kursy gotowania, ale pieczenia niestety nie). Prowadzi ja bardzo sympatyczna pani Beate Schulz, szkola nazywa sie Charlotte i miesci sie niedaleko zamku Charlottenburg. Ostatni termin niestety mi przepadl z powodu zbyt duzej ilosci zgloszen, ale pani obiecala, ze dlatego wlasnie zrobi dodatkowy, slowa dotrzymala i wczoraj po poludniu spedzilam ponad trzy godzinki w sympatycznym towarzystwie na pieczeniu "malych smakolykow z Francji"- tak brzmialo motto tego kursu i w programie bylo pieczenie mini-eklerkow, mini-brioche i macarons, co mnie w sumie najbardziej interesowalo......


Pani Beate jest na pewno kompetentna i bardzo cierpliwa nauczycielka, w kursach bierze udzial przewaznie 5-6 osob, wszystkie czynnosci sie niejako razem wykonuje lub na zmiane, jesli chodzi o wyciskanie jakichkolwiek mas na blache czy formowanie czegokolwiek.
Szkolka ma w swojej ofercie rozne tematy, jak pieczenia tart, zdobienie tortow, w adwencie pieczenie stolli, ciasteczek, czy dwudniowy kurs robienia pralinek. Kazdy miesiac ma jeden tematyczny kurs, np. francuskie wypieki wlasnie, w listopadzie wloskie lub w styczniu tematem miesiaca bada wypieki z cytrusami.


Na pewno jest to bardzo ciekawa oferta przede wszystkim dla poczatkujacych cukiernikow, jakich wczoraj wlasnie moglam na tym kursie zaobserwowac.
Na poczatku kazdy dostal kartke z przepisami i dlugopis do reki, aby mogl prowadzic wlasne uwagi do kazdego z przepisow, nastepnie zabralismy sie do pracy, czyli najpierw odwazenie skladnikow na brioche, ktore potrzebowaly najwiecej czasu- wyrabianie ciasta i czas wyrastania. Nastepnie przygotowalismy krem waniliowy do eklerkow i kremy mocca i czekoladowy do makaronikow.
Jedyna krytyczna uwage mialam do przygotowania nadzienia morelowego i truskawkowego do makaronikow, bo pani przygotowala je wczesniej i nawet nie jest podane w przepisie, co to jest , z czego i jak przyrzadzane. Wiadomo, ze mozna samemu poczytac w internecie i sie dowiedziec, ale to jedno male niedociagniecie niezbyt mi sie podobalo, gdy gotowa mase-konfiture musielismy wziasc do reki i nadziewac nimi makaroniki.......no coz......


Makaroniki.....................tja................. tyle sie na blogach o ich przyrzadzaniu naczytalam, ze balam sie za nie zabierac, tym bardziej, ze wydawalo mi sie, ze dwa razy robilam wszystko poprawnie, a i tak mi nie wyszly, wiec podchodzilam do nich, jak pies do jeza i z wielkim nabozenstwem......
Jakiez bylo moje zdziwienie, jak po odwazeniu skladnikow nie nastapilo nic takiego, jak przesianie mielonych migdalow, czy odstawienie blachy z makaronikami do przeschniecia zanim sie je wstawi do pieca......
Bialka byly naprawde dosc dlugo ubijane, potem wsypana zostala czesc cukru pudru, chwilke przemiksowane i ostatecznie zostaly wmieszane migdaly (ze sie tak wyraze- chamsko grubo mielone) z nastepna czescia cukru pudru....
Czesc masy zostala zafarbowana (paroma kroplami czerwonego farbnika spozywczego lub paroma kroplami syropu mocca i czekoladowe otrzymaly ciut kakao) , napelnione zostaly rekawy cukiernicze i wyciskalismy mase na blachy wylozone papierem do pieczenia.
Zadnej poboznosci....zadnego "modlenia sie" nad ich przyrzadzaniem.........czyzbym sie mylila i tylko po prostu nie chcialy mi w domu wyjsc jak nalezy????? zloscliwosc rzeczy spozywczych???? nie wiem......ale sie przekonam, bo kurs kursem, ale wkrotce powtorze pieczenie ich znowu w warunkach domowych u siebie, no i wtedy zobaczymy......
Na razie mam niesamowita satysfakcje, ze nam wyszly, nie moge sie napatrzyc na nie, mimo, ze wiele z nich ma rozne ksztalty, to jak dla mnie wyszly idealnie.....



Skladniki:

Makaroniki:
  • 90 g bialek
  • 80 g cukru pudru
  • 90 g mielonych migdalow
  • 145 g cukru pudru
Bialka ubic na sztywna piane, dosypac po troche te mniejsza czesc cukru pudru, zmiksowac. Nastepnie po troche wsypywac cukier puder z tej wiekszej czesci i mielone migdaly i delikatnie mieszac z piana.Wlac do rekawa cukierniczego i wyciskac nieduze kleksy masy na wylozona papierem do pieczenia lub mata silikonowa blache.
Piec w 150° ok. 15- 20 minut przy uchylonych drzwiczkach piekarnika.
** Napisalam tak, jak rzeczywiscie wczoraj je robilismy i ze to wcale tak strasznie skomplikowanie nie wygladalo, ale jak wspomnialam, jestem ciekawa, jak te same czynnosci wyjda mi podczas proby w mojej kuchni......

P.S. pani miala bialka z kartonika (dzieki za uwage Szarlotku) , wiec moze tu lezy tajemnica makaronikow?????


Krem czekoladowy:
  • 75 g smietanki
  • 75 g ciemnej czekolady (uzywalismy 63%)
Smietanke zagotowac, zdjac z pieca i wsypac posiekana czekolade, rozmieszac.
Krem mocca:
  • 35 g smietanki
  • 1/2- 1 lyzeczki kawy rozpuszczalnej
  • 140 g bialej czekolady
Smietanke zagotowac z kawa, zdjac z ognia, wsypac posiekana biala czekolade i dobrze rozmieszac- sama sie rozpusci w goracej smietance.



Gotowe makaroniki przekladac kremami.
Kremy- masy morelowa i truskawkowa wygladaly mi na troche zageszczone konfitury po prostu.


Przepraszam za ilosc i jakosc fotek, nie moglam sie oprzec, ale oswietlenie tam pozostawialo wiele do zyczenia.....

Acha....jeszcze jedno......kazdy uczestnik kursu dostal ladny dyplom :) :)

26 komentarzy:

asieja pisze...

ale fajny czas!
marzą mi się własnoręcznie upieczone makaroniki, ale jeszcze się nie odważyłam..

grazyna pisze...

Super szkołę zaliczyłas ! Bardzo udane efekty, zwłaszcza makaroniki :)

pieczarka mySia pisze...

Wyszly przepieknie! Sa idealne! ; )

Pinos pisze...

Czaję się ostatnio na książkę o makaronikach - cała rodzina jest wybitnie bezowa...
Bardzo ładnie ci wyszły. Dyplom zasłużony ;)

Tyna pisze...

Są naprawdę śliczne:) gratuluję:)

Ewam pisze...

Genialne.Zazdroszcze Ci tej szkoly:)fajna sprawa,co sie czlowiek nauczy to juz jego na zawsze zostanie.

Amber pisze...

Gosiu,piękne chwile z makaronikami !
I jakie modelowe makaroniki Ci wyszły.
Zobaczysz, w domu na pewno się udadzą.
I masz rację,ja też nie rozumiem tego makaronikowego zaklinania...
Serdeczności!

kass pisze...

Ojej! ależ Ci wyszły piękne... kurcze szkoda że do tej szkoły tak daleko:) mnie takie piękne nie wychodzą... swietna fotorelacja, z przyjemnością obejrzałam i poczytałam, pozdrawiam ciepło i słonecznie:)

atina pisze...

Ależ fajna przygoda! Sama z chęcią poszłabym na takie zajęcia:) A makaroniki wyszły Ci rewelacyjnie! jak dla mnie idealne! Pozdrawiam!

Kamila pisze...

Miło tak pokursować makaronikowo, śliczne!

zemfiroczka pisze...

No rzeczywiście, masa jest z grudkami migdałowymi - trochę inaczej niż na naszych babskich zlotach u Tilii. Ale wyglądają elegancko. Fajny kurs!

Arvén pisze...

Makaroniki są owiane jakąś tajemnicą :D Prawie każdy się ich boi...Fajnie, że miałaś okazję uczestniczyć w takim kursie, trochę zazdraszczam :)

kabamaiga pisze...

Próbowałam już dwa razy i te pierwsze były lepsze od tych drugich. Skoro mówisz, że nie było modlenia, przesiewania to spróbuję ot tak, byle jak. I białka też nie były "odstane"?

Majana pisze...

Gosiu, jaki fajny ten kurs! :)
Świetnie Ci wyszły te makaroniki, są ładne i zgrabne. :)
Ja nigdy się nie porwę na ich produkcję, nie mam cierpliwości :D.
A Twoje podziwiam,bo są idealne.

Ściskam ciepło:*

Anonimowy pisze...

Śliczne makaroniki! Ja jeszcze nie próbowałam, ale zbliża się ten czas :)

Kasia pisze...

Gosiu, makaroniki wyszły pierwszorzędne!! :) musisz być z siebie dumna!! żałuję, że jeszcze nie miałam okazji uczestniczyć w takim kursie eh

judik1119 pisze...

Ale śliczne makaroniki! Nic tylko podziwiam i podziwiam zapał pracę i efekt:) Fajne zdjęcia:)

Szarlotek pisze...

Cudowny kurs i fantastyczne makaroniki :) Ciekawi mnie czy na kursie używaliście białek z kartonu....Fajna relacja :)

ewelajna pisze...

Małgosiu, u mnie 3 razy i 3 razy do luftu...:( Twoje makaroniki naprawdę piękne, a uwagi celne, bo jak to tak...? Ale jakby się uprzeć miało być o makaronikach a nie nadzieniu do makaroników, prawda? I mówisz, że żadnego modlenia się... Oj, dziwne dziwne... ja tez się zastanawiam czy to tylko w domu tak... Może wszystko zależy od odpowiedniej temp. pomieszczenia...?
Ślicznie wyszłaś na zdjęciach:)
P.S. Charlotenburg zwiedzony:)

Gosia pisze...

asiejko fajny byl,milo wspominam :)

Grazynko, pieczarko mySiu dziekuje :)

Pinos dzieki :) ja nadal sie zastanawiam nad makaronikowa ksiazka ,juz 2 razy ja w ksiegarni przegladalam ,pewnie za trzecim razem kupie :)

Tyna, Ewam dziekuje :)

Amber dziekuje i mam taka nadzieje,ze wyjda,bo inaczej z reklamacja do pani pojade-hihi :) ale to po feriach juz bede o nich myslala....

kass dziekuje slicznie :)

atinko, Kamila dziekuje :)fajnie bylo rzeczywiscie :)

Oczko no,wlasnie, na tych wszystkich makaronikach ogladanych do tej pory,byly zawsze przesiewane migdaly....no,zobaczymy...

Arven dziekuje i dlatego wlasnie chcialam sie ich nauczyc, bo niby proste,a jednak tak ciezko je upiec....sama sie 2 razy o tym przekonalam.....

kabamaiga bialka byly z kartonika,tak,ze nie wiem i nie wiem, czy wlasnie w nich nie bylo tej calej "tajemnicy"....

Majanko dziekuje slicznie i skus sie raz na ich produkcje....moze a nuz....jaka wowczas satysfakcja jest :)

Anonimowy dziekuje :)

Kasiu dziekuje slicznie :) nawet nie wiesz,jak sie cieszylam, zwlaszcza po dwoch nieudanych razach...

judik dzieki :)

Szarlotku dziekuje i fakt-takie bialka uzywalismy, myslisz,ze tu lezy cala ich tajemnica?????

Ewelinko dziekuje :) tez mnie wlasnie ciekawi, czy to nie zalezy tez duzo od pieca, jednak ona tam ma takie piece profi,moze ten moj tego nie potrafi lub ja nie potrafie wlasciwej temp. dobrac...nie wiem, ale sie dowiem wkrotce....
P.S podobal sie????

ewelajna pisze...

Małgosiu, nawet, nawet, ale liftingu potrzebuje;)

Aleksandra Rybińska pisze...

Oj mi się też makaroniki nie udają. Nie mam do nich ręki! próbowałam dwa razy i ... trudno je nawet nazwać bezikami ;). Identyczna sytuacja z kursami jest w Liverpoolu. Jest szkółka gotowania, ale pieczenia nie ma. Raz jedyny zdecydowali się uczyć ludzi pieczenia, ale dań mięsnych i warzywnych.
Gratuluje udanych makaroników! Wyszły przepiękne :)

Gosia pisze...

Ewelinko jak wiele zabytkow i to nie tylko w Berlinie....

Aleksandro czyli luka na rynku :) a tak na powaznie tez wlasnie ciekawa jestem,czy w domu mi tak wyjda,jak tak robione niby od niechcenia na kursie....

Izaa pisze...

ja robiłam dwa razy i mi nie wyszły zapisuje sobie Twój wpis o makaronikach i zrobię trzeci raz;) jeszcze w tym roku

buruuberii pisze...

Gosiu, wez mnei na kurs prosze :) I napisz koniecznie jak wyszly Ci w domu! Probowalam razy 2-3 i niby dobre, ale nim wyrosly to zaczynaly mi sie rumienic i nijak nie moglam opanowac piekarnika, ale moze troche za duzo si enaslucjalam, nei probowalam przed ii klekac, ale chyba sie balam... ciekawa jestem jak to z nimi naprawde jest? Usciski! PS. te kremowo-biale sa naj, naj :)

Gosia pisze...

Izaa mam nadzieje,ze i Tobie i mi wyjda po raz kolejny....

Basiu przyjezdzaj,pojdziemy raz jeszcze :) ja sie powoli zaczynam obawiac, czy ten caly sekret udanych makaronikow nie lezal w tych profesjonalnych piecach tam.....sprobuje na pewno i zdam relacje na blogu-na pewno...