niedziela, 4 września 2011

Pozegnanie...Francja...Lawenda...Crème brûlée...



....fruuuuuuuuuuuuu................................no i poleciala dzisiaj rano moja Duza Dziewczynka do Francji na 10-dniowa wymiane uczniowska ze szkoly. Beda przebywac w nieduzej miejscowosci niedaleko Bordeaux i mam nadzieje, ze zarowno pobyt w rodzinie francuskiej, jak i program calej wycieczki przypadnie jej do gustu i wroci przynajmniej zadowolona. Najbardziej ekscytujacy byl dla niej lot samolotem, bo to pierwszy raz w zyciu........



Cala ta jej podroz obudzila we mnie wspomnienia, bo i moj pierwszy lot byl do Francji i rowniez z przesiadka w Paryzu........Oni sa grupa i bez mozliwosci zwiedzania stolicy, ja sobie natomiast wowczas tak pokombinowalam polaczenia, ze mialam 8 godzin na ekspresowe zwiedzanie Paryza, z butelka wody i przewodnikiem w reku przedreptalam kawalek miasta zaliczajac rzut oka na Katedre Notre Dame, Pola Elizejskie, Luk Triumfalny, Piramide Luwru, ale czas na wjazd na Wieze Eiffla musial byc w 100%.......zreszta bylo to pierwsze, co zrobilam po dotarciu z lotniska do miasta.



Francja kojarzy mi sie przede wszystkim z winnicami, serami i lawenda, sa to pierwsze trzy rzeczy, ktore spontanicznie do glowy mi przychodza, jak mysle o tym kraju.


Wczoraj byl taki w sumie dosc napiety dzien, bo i ostateczne pakowanie, wazenie bagazu, ostatnie zakupy, dwudziestokrotne sprawdzanie, czy ma paszport na pewno w portfelu......

Chcialam na pozegnanie zrobic jej cos , zeby miala taki lekki przedsmak kraju, do ktorego jedzie i wybor moj padl na ten chyba najbardziej popularny francuski deser, a ze w koncu droga kupna nabylam palnik do deserow i Majka calkiem niedawno przedstawila cudnie brzmiaca wersje crème brûlée, to wystarczylo mi tylko zakupic suszona lawende i przystapilam do dzialania w kuchni......
Dokonalam bardzo niewielkich zmian w proporcjach.



Lawendowo- pomaranczowy crème brûlée


Skladniki na 4 porcje:

  • 300 ml smietanki kremowki
  • 240 ml mleka
  • 3 lyzki soku pomaranczowego
  • 1 laska wanilii
  • 2 lyzeczki suszonej lawendy
  • otarta skorka z 1 pomaranczy (najlepiej bio)
  • 50 g cukru
  • 5 zoltek
dodatkowo: 4 lyzeczki brazowego cukru do karamelizowania deseru

Laske wanilii przeciac wzdluz na pol, wyskrobac nozem ziarenka i wszystko wrzucic do garnka z mlekiem i smietanka, dodac sok, skorke pomaranczowa i kwiaty lawendy, calosc zagotowac, ostudzic i pod przykryciem przechowywac przez noc w lodowce, zeby sie smaki wymieszaly.
Nastepnego dnia przecedzic przez sitko, zagotowac. Zoltka wymieszac w misce z cukrem i wlac do nich podgrzana mieszanke mleczno-smietanowa.
Przecedzic do kokilek, ktore nalezy ustawic w wiekszym naczyniu wypelnionym wrzaca woda do 2/3 wysokosci kokilek.
Zapiekac deser przez ok. 40 minut w uprzednio nagrzanym do 150° piekarniku.
Wyjac, wystudzic i przed podaniem najlepiej schlodzic przez kilka godzin w lodowce.
Nastepnie posypac cukrem kazda porcje i skaramelizowac przy pomocy palnika lub w piekarniku przy wlaczonej funkcji grila.





Smacznego :)

***Maju- serdecznie dziekuje....poezja..... :) :) ***

24 komentarze:

Majana pisze...

Gosiu,piękne zdjęcia! Zazdroszczę Córci tego wyjazdu, ale tak mega pozytywnie. Fajnie,ze dziewczynka jedzie na taką wspaniałą wycieczkę.

Piekne zdjęcia Gosiu! A lawendą mnie zaczarowałaś wiesz?
Creme brulee po prostu mistrzostwo!!

Pozdrawiam mocno:*

majka pisze...

Zazdraszczam okrutnie Twojej corce tego wyjazdu :) Mam nadzieje, ze nie bedziesz zbyt mocno za Nia tesknic :))

Mnie ostatnio marzy sie Prowansja... Chcialabym kiedys zobaczyc te lawendowe pola na wlasne oczy (dzis nacielam sobie lawendy w ogrodku i postawilam w wazonie w kuchni, uwielbiam jej zapach:) W Paryzu spedzilam kiedys Sylwester. Bylo cudownie jednak te kilka godzin, ktore mielismy nie wystarczyly na zwiedzanie. Koniecznie musimy tam wrocic :)

Ciesze sie Gosiu, ze krem Ci smakowal :)

Usciski.

P.S. Sliczne fotki :)

Kasia pisze...

no to Twoja duża dziewczynka na pewno wspaniale spędzi czas we Francji :) mój pierwszy lot też był to paryżewa... ;) piękne zdjęcia. i Creme brulee of koz na pewno pyszny! :)

burczymiwbrzuchu pisze...

Świetny pomysł:) Lawenda sprawia, że jest jeszcze bardziej francuski:) Ja dzisiaj też zdecydowałam się na francuską klasykę, pozdrawiam!:)

asix pisze...

Gosiu, jestem pewna, ze Twoja córeczka wróci z masą wspaniałych wspomnień, pewnie jeszcze bedzie zaiwaniać po francusku że ho ho;) ach, crème brûlée...warty każdej kalorii którą zawiera...Pozdrawiam!

ewelajna pisze...

Oj, Małgosiu, nawet nie wiesz jak marzy mi się zobaczyć takie lawendowe pola w Prowansji... Mojej mamie kupuje krzaczki, aby w ogrodzie było jej więcej i więcej, ale wciąż coś wymarza...:( - niestety klimat nie tamten. A Paryż - tez miałam tam swój jeden dzień...
Twoja Dziewczynka będzie miała dużo wspomnień:)
P.s. palnik też mi się marzy... muszę się w końcu zainteresować...

Monisia pisze...

Francja,moje wielkie marzenie!,tez zawsze na początku kojarzy mi się z wiezą Eiffla ,lawendą...Twój krem wygląda przepysznie;)

Amber pisze...

Ach te francuskie wspomnienia...
Dla mnie to lawendowe pola w Prowansji są najważniejsze.I odwiedziny u Brata.
A krem wspaniały! Uwielbiam.

grazyna pisze...

Gosiu,wspaniały deser zrobiłaś !
Moja córka bylana wymianie we Francji w Rennes,jak miała 12 lat,wróciła bardzo zadowolona a najbardziej jej się podobały nalesniki na sniadanie...
Miłego pobytu dla Twojej Córki :)

Maggie pisze...

W Paryzu goszcze tak czesto, jak sie da - mam blisko, w dodatku pociagiem, wiec korzystam. Lubie to miasto, choc podobno traci swoj urok, jesli musisz w nim mieszkac...
Faktycznie ekspresowo zwiedzalas francuska stolice :)
A creme brulee bardzo lubie, i to w kazdej wersji. Twoj wyglada przepieknie!

asieja pisze...

pierwsza podróż samolotem to naprawdę fascynujący moment :-) podobnie jak Twoje piękne lawendowe zdjęcia.

Grażyna pisze...

Powiedz mi Gosiu. Czy to jest bardzo słodki deser? Miałam możliwość kupienia zestawu do robienia tego deseru, ale na razie odpuściłam :)

lo pisze...

Wspaniały deser przed podróżą. Mój synek poszedł do francuskiej szkoły i też czeka go wkrótce podróż do tego kraju. Fajnie, że dzieciaki tak podróżują i poznają świat. Pozdrawiam.

kass pisze...

Paryż....mmmm wspaniałe miasto! mnie kojarzy się przede wszystkim z galeriami sztuki, Luwrem... a Francja to tak jak piszesz: lawenda, winnicami, serami i creme brulee... a deser pycha!:)
pozdrawiam ciepło!

Gosia pisze...

Majanko dziekuje slicznie i mam nadzieje,ze jednak wroci zadowolona :)

Maju tesknimy za soba dosc mocno,tym bardziej, ze jak na razie,to wyjazdem zachwycona nie jest :( mam nadzieiej,ze to sie zmieni z biegiem dni...
Dziekuje :) :)

Kasiu dziekuje :) :)tez mam jednak taka nadzieje,ze jednak jej sie bedzie podobac calosc...

burczymiwbrzuchu sama bylam zaskoczona pozytywnie delikatnoscia posmaku lawendy,zaraz zerkne do Ciebie :)

asix tez mam te nadzieje :) a co do kalorii,to czyz nie maja ich najwiecej te najsmaczniejsze desery???? fakt-warty byl....

ewelajno ech...mi tez lawendowe pola w Prowansji marza,poki co,musza mi krzaczki lawendowe w pobliskim parku wystarczyc,zeby oko zawiesic....
Do kupna palnika przymierzalam sie bez mala ze 2 lata....hihi

Monisiu dziekuje :) i widze,ze podobne skojarzenia mamy :)

Amber dziekuje ,a rodzinki we Francji zazdroszcze-pozytywnie oczywista :)

Grazynko dziekuje i mam nadzieje,ze moja bedzie miala podobnie mile wspomnienia z tej wymiany,jak Twoja corcia....na razie ciezko jest...

Maggie w Paryzu mieszkac bym niekoniecznie chciala,ale jego bliskosci zazdroszcze,kiedys tam wroce na porzadne zwiedzanie tak z Luwrem razem i cala reszta.
Dziekuje slicznie :)

asiejko tak,...pierwszy lot samolotem sie pamieta do konca zycia....dziekuje :)

Grazynko tak,jest slodki, nawet dosc bardzo,ale mozna dac mniej cukru do srodka,tym bardziej,ze na wierzchu jest ta przepyszna karmelowa skorupka i dla niej warto przynajmniej w palnik zainwestowac,bo dla mnie osobiscie karmelizowanie deseru kiedys na funkcji grila w piekarniku bylo porazka.Caly zestaw jest praktyczny, bo masz fajne foremki w nim,ktore do wielu deserow sie przydadza.

lo dziekuje :)mi tez marzylo sie,ze corka pojdzie do niemiecko-francuskiego gimnazjum,ale to byly MOJE marzenia,jej troche byly i sa inne,ale mam nadzieje,ze ten wyjazd pokaze jej,jak wazna jest znajomosc jezykow obcych i bardziej sie przylozy do nich po powrocie z Francji....

kass dziekuje slicznie :) Luwr....tez jest na mojej liscie do obejrzenia...kiedys....

kornik pisze...

Muszę przyznać, że nie miałam okazji jeść jeszcze takiego creme brulee przez duże C. Patrząc na Twoje zdjęcia, wiem, że muszę to szybko to zmienić:)
Pozdrawiam ciepło!

Beata Lipov pisze...

Małgosiu, jak pięknie i słodko! Dziś u Ciebie wszystko co uwielbiam. Pozdrawiam serdecznie!

Anoushka pisze...

jak to dobrze, że właśnie wróciłam do domu i nie chce mi się ponownie wychodzić po śmietanę... :) Wygląda wspaniale!

ilka_86 pisze...

Piękne zdjęcia Gosiu:) ja nigdy nie byłam we Francji, ani nie leciałam samolotem, ale wszystko przede mną;) a deserek jak najbardziej apetyczny :)
pozdrawiam serdecznie

magda k. pisze...

zdjęcia fantastyczne :) a ten deser muszę koniecznie zrobić, tylko nie mam palnika :)

margot pisze...

o kurcze z lawenda , wygląda na przepyszny

Gosia pisze...

kornik no,ja w sumie tez porowniania zbytnio nie mam,ale mysle,ze smakuje,jak orginalne :)dziekuje

Beatko dziekuje slicznie :)

Anoushko nawet nie wiesz, jak czesto tak mam,inaczej w drzwi pewnie juz bym sie nie miescila :)

ilka_86 dziekuje :) a jak piszesz,jeszcze wszystko przed Toba-jakze ekscytujaco....

magda k. sliczne dzieki,a skaramelizowac mozesz w piekarniku przy funkcji grila

margot dziekuje :)

abbra pisze...

Wygląda przepysznie !

Zbieram się w sobie , żeby też zrobić , nawet palnik już mam - czekam tylko na okazję ... :)

Gosia pisze...

dziekuje :)
Ja mialam podobnie,najpierw sie zbieralam do kupna palnika i potem do zrobienia cos przy jego uzyciu :)troche to trwalo :)